Upalny wieczór nad wyschniętym Dunajem w Budapeszcie nie sprzyjał zapełnieniu trybun, zresztą dla Ferencvarosu powracający po latach na europejską scenę Górnik mógł się wydawać nieco anonimowym zespołem. Zadaniem „Trójkolorowych” było zostawienie wrażenia, które na długo utkwi w pamięci Węgrów.
Sprawdź szczegóły meczu Ferencvaros – Górnik

"Kwarta" gospodarzy i "kwarta" gości, ale bez goli
Miejscowi byli zdecydowanymi faworytami i wyraźnie to czuli, choć dopiero po 10 minutach doszli do groźnej sytuacji. Po rzucie wolnym Dele uderzał z bardzo ostrego kąta tuż przy słupku. Ten sam zawodnik dwie minuty później obił poprzeczkę z główki, jednak arbiter odgwizdał faul w ataku.
W 17. minucie Erik Janza popełnił kosztowny błąd, po którym do strzału tuż obok słupka doszedł Gabi Kanichowsky. Był też zablokowany strzał w Cadu w 20. minucie, a w 23. minucie już musiało być 1:0. Lenny Joseph finalizował kontrę i dwa metry przed otwartą bramką posłał piłkę obok słupka.
Skrajnie jednostronna pierwsza połowa wyglądała wręcz wstydliwie dla wicemistrzów Polski, jednak z pomocą przyszła przerwa na nawodnienie. W 30. minucie udało się wypracować pierwszą groźną akcję. Piłkę wprowadził w pole karne „Fradich” Taofeek Ismaheel, oddał do niekrytego Ikii Dimiego, ale ten uderzał nad bramką.
„Trójkolorowi” kontynuowali swoje wysiłki. W 33. minucie Kacper Urbański z dystansu uderzył nad bramką, pięć minut później Prekop przedzierał się do końca i wywalczył róg po rykoszecie. Tak samo skończyła się niezła próba przejścia trzech rywali przez Urbańskiego w 42. minucie – po nodze piłka wyszła nad poprzeczką. Do przerwy nic nie wpadło.
Jedynego gola zdobyli miejscowi
Pierwszy kwadrans po powrocie nie dawał jasnego wskazania: Górnik co prawda grał pewnie, jednak kontrola piłki nie dawała przewagi. Dopiero po 62 minutach Ismaheel próbował „rogalem” znaleźć dalszy słupek, uderzając obok bramki. To zemściło się kilka minut później: Cadu z lewej strony podał Mariusowi Corbu, który zza pola karnego technicznie wpakował piłkę do polskiej bramki.
Mając przewagę, gospodarze znów oddali nieco inicjatywę, a Górnik walczył o uzyskanie wyrównania. Najbliżej wydawał się Urbański, mierząc zza pola karnego w 78. minucie. Znów tylko nad bramką. Przynajmniej ta okazja nie zemściła się po drugiej stronie, bowiem dwie minuty później Corbu też wykańczał nad bramką.
Znacznie bliższy szczęścia był Kanichowsky w 81. minucie, gdy po rykoszecie szukał „mysiej dziury” przy słupku, a Schulze łapał na raty. Zgasił też próbę Lenny’ego Josepha w 86. minucie, a sektor gości czekał na podobne próby po drugiej stronie boiska. Tam węgierska obrona neutralizowała zapędy Górnika i dopiero w 89. minucie Peter Federico uderzał technicznie tuż obok słupka. Ten sam zawodnik w 90+2. minucie w końcu sprawdził golkipera gospodarzy, który poradził sobie z zadaniem. Na więcej Zabrzanom brakło czasu.

