Najpierw mistrzostwa świata z reprezentacją Maroka, którą wybrał, ponieważ Luis De la Fuente nie widział dla niego miejsca w Hiszpanii. Potem wakacje, a na koniec huczne greckie wesele. Tak Brahim Díaz spędził ostatnie dwa miesiące. Teraz chce dalej walczyć w Realu Madryt, gdzie zamierza zostać za wszelką cenę, niezależnie od licznych plotek i "śpiewu syren", które mogą go otaczać.
"Bardzo chciałem wrócić, być tutaj i znów spotkać się z kolegami z drużyny. Jestem bardzo zmotywowany na ten sezon i bardzo szczęśliwy, że wróciłem" – powiedział w klubowej telewizji "Królewskich", gdzie odniósł się do Mourinho i jego wymagań. "Wszyscy wiemy, kim jest Mourinho, ile wygrał, i chcemy dalej wygrywać razem z nim. Wymaga od nas intensywności, mówi, że mamy wiele indywidualnych atutów, że możemy robić różnicę, ale ostatecznie najważniejsza jest praca. Chce, żebyśmy poświęcali się dla siebie nawzajem i byli drużyną".
Jasno określone cele
Choć stara się wrócić do optymalnej formy fizycznej po późnym dołączeniu do okresu przygotowawczego, urodzony w Maladze zawodnik już myśli o kolejnych celach drużynowych. Tym bardziej po sezonie bez żadnego trofeum. "Tutaj jest Real Madryt i trzeba wygrywać każdy mecz, trzeba zdobywać trofea".
Jeśli chodzi o cele indywidualne, Brahim chce "być w stu procentach gotowy i pomagać drużynie. Oczywiste jest, że dam z siebie wszystko. Widzę też, że całe madridismo jest zadowolone z mojej gry. W każdym meczu pokażę swoją najlepszą wersję".
Na pewno nie brakuje mu motywacji, by w końcu przebić się w Realu Madryt, zwłaszcza że przeżywa świetny okres w życiu prywatnym. "Jestem bardzo szczęśliwy, bardzo chcę dalej cieszyć się grą na boisku. Piłka nożna to moja pasja. Prywatnie wszystko układa się znakomicie – w domu, z rodziną i żoną wszystko jest idealnie. Teraz chcę dalej czerpać radość z tego, co kocham, czyli z piłki nożnej, w najlepszym klubie na świecie, w Realu Madryt. Trzeba iść do przodu, cieszyć się i wyciągać pozytywy z każdej sytuacji".
