Manchester City - Sunderlund (niedziela, 15:00)
Zajmujący pierwsze miejsce z kompletem zwycięstw Manchester City zmierzy się w niedzielę na stadionie Etihad z Sunderlandem, który z kolei rozpoczął rozgrywki niepewnie.
"Citizens" mają ostatnio przewagę nad "The Black Cats" – pozostaje niepokonany w ostatnich dziewięciu meczach Premier League między tymi drużynami. Zwycięstwo Sunderlandu byłoby ich pierwszym nad Manchesterem City w lidze od listopada 2013 roku. W tym okresie City pokonało "Czarne Koty" wynikiem 21:7.
I wydaje się, że i tym razem gospodarze przedłużą tę zwycięską serię. Co więcej, biorąc pod uwagę znakomitą formę Erlinga Haalanda oraz chwiejność w obronie Sunderlandu przewiduję co najmniej cztery bramki w meczu i raczej wszystkie po stronie miejscowych. Zwłaszcza że "The Black Cats" są jednym z niewielu przeciwników, którym norweski snajper nie strzelił jeszcze gola.
FC Porto - Benfica Lizbona (niedziela, 21:30)
W niedzielę na stadionie Estadio do Dragao zmierzą się dwie najsilniejsze drużyny początkowej fazy rozgrywek Liga Portugal – mistrzowie z Porto i Benfica, gotowi do wzajemnej rywalizacji.
Ostatnie spotkanie ligowe tych dwóch drużyn rozegrane na stadionie Estadio do Sport Lisboa e Benfica (da Luz) zakończyło się remisem 2:2, a jedną z bramek dla gości zdobył Oskar Pietuszewski.

Teraz występ skrzydłowego wciąż jest niepewny, choć media w Portugalii sugerują, że może znaleźć się już w kadrze mimo niedawnej kontuzji. "Smoki" na pewno mogą liczyć na polskich obrońców, powołanych przez Jana Urbana do kadry, czyli Jana Bednarka i Jakuba Kiwiora. Drugi ze stoperów niedawno został wybrany najlepszym defensorem sierpnia w lidze, wyprzedzając pierwszego.
W drużynie "Orłów" może pojawić się Jakub Kamiński, który w niedawnym meczu Ligi Europy z Milanem na legendarnym San Siro błysnął asystą i golem.
Spotkanie z pewnością będzie bardzo zacięte, ale nie powinno zabraknąć bramek. Intuicja podpowiada mi remis, ale co najmniej cztery trafienia.
Atletico Madryt – Real Madryt (niedziela, godz. 16:15)
Na ten mecz czekają wszyscy fani LaLiga. Będzie to zdecydowanie najciekawszy pojedynek pierwszej części sezonu w Hiszpanii, który zostanie rozegrany tuż przed przerwą na mecze reprezentacji. Atletico, które w ostatnich dwóch meczach zaimponowało grą, zmierzy się z Realem. Jose Mourinho zanotował najlepszy pod względem punktów po 6. kolejkach start jako trener Los Blancos, ale jego drużyna była bliska straty punktów ze słabiutkim Elche, mimo totalnej dominacji w pierwszej połowie.
Królewscy nie wygrali meczu ligowego na Metropolitano od września 2022 roku. Od tamtego czasu zawsze Atletico i Real grają spotkanie LaLiga na stadionie Rojiblancos na koniec tego miesiąca. W 2023 i 2025 roku górą była drużyna Diego Simeone, a w 2024 był remis 1:1. Szczególnie boleć musiała zeszłoroczna porażka pod wodzą Xabiego Alonso, kiedy Real otrzymał potężne lanie w postaci porażki 2:5. Drużyna Jose Mourinho będzie chciała się zrewanżować za tamten pojedynek, ale Atletico po słabym starcie sezonu wraca na właściwe tory. W poprzednich dwóch meczach strzeliło łącznie 7 goli, nie tracąc żadnego. Pokonali na wyjeździe 3:0 Real Sociedad i wygrali przed własną publicznością 4:0 z Osasuną.

Jose Mourinho ma jednak kapitalny bilans w derbach Madrytu. Prowadził Królewskich w aż 9 takich starciach i 8 z nich wygrał. Nie przegrał nigdy w regulaminowym czasie gry. Jedyną porażkę poniósł w ostatnim takim starciu w finale Pucharu Króla w sezonie 2012/13, kiedy drużyna Cholo Simeona ograła Los Blancos 2:1 po dogrywce. Bilans bramkowy w tych dziewięciu pojedynkach wynosił natomiast 21:7 na korzyść Realu Madryt. W czterech meczach na ławce trenerskiej siedział już Diego Simeone. Królewscy wygrywali wtedy 4:1, 2:0, 2:1 i zanotowali jedną porażkę we wspomnianym finale.
Czy Jose Mourinho podtrzyma swoją kapitalną serię w derbach Madrytu? Tego nie wiem, ale moim zdaniem nie powinno zabraknąć goli z obu stron i skłaniam się ku takiemu typowi, bez wskazania zwycięzcy.
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa (niedziela, godz. 17:30)
To będzie jeden z hitów i najciekawiej zapowiadający się pojedynek w 9. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Jagiellonia przystępować będzie do niego lekko obita, ponieważ w poprzednim meczu ligowy została przytłoczona przez beniaminka – Wisłę Kraków, a wynik 2:0 to był zdecydowanie najniższy wymiar kary. Do tego doszła bolesna porażka na wyjeździe w Olympiakosem z Lidze Europy. Dlatego podopieczni Adriana Siemieńca liczą, że powrót do Białegostoku zatrzyma ten niepokojący trend.
Legia może nie jest w kryzysie, ale po dobrym początku sezonu zdecydowanie zboczyła ze zwycięskiej ścieżki. Gracze Marka Papszuna wygrali tylko jeden z ostatnich pięciu meczów, wliczając w to porażkę 0:3 z Motorem Lublin w Pucharze Polski. Wojskowi zrewanżowali się Lublinianom, wygrywając 3:2 w lidze, ale poza tym zremisowali wynikiem 1:1 z Piastem Gliwice, Śląskiem Wrocław i Widzewem Łódź. To sprawia, że do liderującego Górnika Zabrze tracą już pięć punktów, mimo że są jedyną niepokonaną drużyną w lidze.
Jagiellonia w tym sezonie jest bezkompromisowa, żaden z siedmiu pojedynków w lidze nie zakończył się remisem, a jej bilans to 4 zwycięstwa i 3 porażki. Legia natomiast aż cztery mecze kończyła z jednym punktem, ale jeszcze żadnego nie przegrała. Moim zdaniem przedłużona zostanie seria remisów Wojskowych, a Jagiellonia pierwszy raz w sezonie zakończy spotkanie takim wynikiem. To sprawi, że obie drużyny nie będą w najlepszych nastrojach przed przerwą na mecze reprezentacji.
