Reprezentacja Polski w turnieju rozgrywanym w Szwecji, Norwegii i Danii trafiła do grupy z Węgrami, Islandią oraz Włochami.
Zdaniem Bieleckiego, aby myśleć o awansie, biało-czerwoni muszą nie tylko obowiązkowo pokonać Włochów, co wcale nie będzie łatwym zadaniem, ale przede wszystkim wygrać z kimś z dwójki faworytów. Słynny szczypiornista ocenił, że Węgrzy i Islandczycy są w zasięgu naszej reprezentacji, ale wymaga to perfekcyjnego przygotowania.
"Musimy się wznieść na wyżyny swojego obecnego poziomu i zagrać naprawdę dobre mecze. Ostatecznie o sukcesie może zdecydować dyspozycja dnia liderów zespołu. Kwestia, żeby paru zawodników miało rzeczywiście dobry dzień" – powiedział PAP popularny "Kola”.
Ostatnie sparingi z Serbią, zakończone remisem i jednobramkowym zwycięstwem, wlały nieco optymizmu w serca fanów, choć odbyły się "za zamkniętymi drzwiami".
Bielecki zachowuje jednak dystans do tych wyników.
"To są mecze sparingowe, można nawet powiedzieć, że treningowe. Trudno oceniać formę polskiej kadry patrząc tylko na same wyniki. Spotkania o stawkę to zupełnie inna sprawa. Pierwszym prawdziwym sprawdzianem będzie spotkanie z Węgrami. Po nim dopiero będzie można powiedzieć, na co stać biało-czerwonych" - zaznaczył były reprezentant kraju.
W 18-osobowej kadrze znajduje się czterech zawodników Industrii Kielce: Piotr Jędraszczyk, Piotr Jarosiewicz, Michał Olejniczak oraz Arkadiusz Moryto. Według Bieleckiego ich rola będzie kluczowa, gdyż są to już szczypiorniści z pewnym bagażem doświadczeń.
"Grają w reprezentacji od kilku lat, wiedzą, na jaki poziom trzeba się wznieść, żeby wygrywać mecze w turniejach tej rangi. Presja nie powinna ich paraliżować, a doświadczenie może być decydujące" – dodał znakomity przed laty zawodnik.
Hiszpański trener Polaków Jota Gonzalez przed rozpoczęciem turnieju podkreślił, że największym atutem jego zespołu ma być defensywa. Bielecki zgadza się, że obrona i bramka to elementy, od których wszystko się zaczyna, jednak przestrzega przed zapominaniem o ofensywie, która w ostatnich latach była słabym punktem drużyny.
"Sama gra w obronie jest bardzo ważna, postawa bramkarzy również. Ale równie istotna jest skuteczny atak, bez popełniania prostych błędów. Warunkiem sukcesu jest odpowiednie połączenie tych wszystkich elementów" – analizował zwycięzca Ligi Mistrzów z 2016 roku.
Jego zdaniem reprezentacja musi dążyć do bycia silniejszą w każdym aspekcie gry, by realnie liczyć na "fajne wyniki”.
Rozmowa o bieżącej formie kadry skłoniła Bieleckiego do szerszej refleksji nad stanem polskiej piłki ręcznej. Według niego doraźne sukcesy nie zastąpią fundamentów.
"Przede wszystkim musimy mieć system szkolenia z prawdziwego zdarzenia" – mówił z ubolewaniem.
Zauważył, że o konieczności zmian mówi się w Polsce od 20 lat, a efektów wciąż nie widać, szczególnie w początkowym szkoleniu dzieci w przedszkolach i klasach 1-3 szkoły podstawowej.
"Bez solidnej bazy i przygotowania fizycznego najmłodszych trudno będzie o regularne dostarczanie talentów do pierwszej reprezentacji" – zaznaczył.
Pytany o to, kto w tym roku sięgnie po tytuł, Bielecki wskazał na tradycyjne potęgi światowego szczypiorniaka. W jego zestawieniu faworytów od lat nic się nie zmienia.
"Francuzi, Duńczycy, Hiszpanie to są zespoły, które są faworytami. W walce o czołowe lokaty tradycyjnie powinni też liczyć się Niemcy" – ocenił.
