"Na stadionie i w hali biega się trochę inaczej. Taki bieg jak tutaj to w sumie jednak prawie, jak na stadionie. Trzeba było zbiec z toru po 200 metrach, ale zbiegłam pierwsza. Kontrolowałam rywalizację i to było dobre. Troszeczkę zabrakło końcówki, ale to kwestia czasu" - oceniła swój występ w Toruniu Bukowiecka.
Przyznała, że wypełnienie minimum na halowe mistrzostwa świata da jej spokojną głowę na miesiąc przed globalnym czempionatem.
"Ten pierwszy start był trudny o tyle, że dopiero zaczęłam sezon i jeszcze nie miałam jak wypełnić minimum. Nie wiedziałam też sama po sobie, ile mogę pobiec" - przyznała rekordzistka Polski.
Podkreśliła, że rywalka ze Słowacji - Emma Zapletalova (50,90) - nieco ją zaskoczyła, bo nie czuła jej przez cały bieg.
"Za bardzo się rozluźniłam pod koniec i mnie zaskoczyła" - oceniła. "Bardzo czuć było doping naszych kibiców i mam nadzieję, że na mistrzostwach świata będzie tak samo" - dodała.
Zdaniem specjalistki od 400 m nie czuć dużej zmiany w profilu łuków w toruńskiej hali po modernizacji, ale przyznała również, że dużego doświadczenia w bieganiu pod dachem nie ma, więc może tego nie czuje.
Do halowych mistrzostw Polski, które odbędą się na przełomie lutego i marca także w Toruniu, Bukowiecka będzie z trenerem Markiem Rożejem przygotowywać się właśnie w tym mieście, a po nich bezpośrednie przygotowania do HMŚ zaplanowane są w Spale.
"Zrobię dużo więcej treningów w hali, bo dopiero niedawno wróciłam ze zgrupowania w RPA i mam nadzieję, że się obiegam. Rywalki mają już sporo więcej biegów niż ja, a byłam blisko Słowaczki, więc muszę tylko nabrać pewności i będzie dobrze" - podsumowała.
Dwa główne cele na sezon halowy, które wskazała, to poprawienie własnego rekordu Polski - 50,83 z 2023 roku - i finał halowych mistrzostw świata.
