Śląsk na inauguracje rozgrywek w Pucharze Europy przegrał u siebie z Buducnostą Podgorica 75:99, a na otwarcie krajowej Basket Ligi na wyjeździe z AMW Arką Gdynia 70:95 i z dużymi obawami jechał na Włoch. Wrocławianie nie przestraszyli się wyżej notowanego rywala, rozegrali dobry mecz i zasłużenie pokonali ubiegłorocznego ćwierćfinalistę Pucharu Europy.
Sprawdź szczegóły meczu Trento - Śląsk Wrocław
Śląsk świetnie spisywał się od samego początku. Minęło niewiele ponad trzy minuty i zespół trenera Dannego Franco wygrywał 11:3. Kolejne fragmenty należały jednak już do gospodarzy, którzy doprowadzili do remisu 13:13, a kilka chwil później wyszli na prowadzenie. W końcówce kwarty Śląsk się ponownie przebudził i po tym, jak niemal równo z końcową syreną trafił Isaih Moor, prowadził 28:22.
Drugą odsłonę spotkania Wrocławianie rozpoczęli od 8:0 i odskoczyli na 14 punktów (36:22). Od tego momentu mecz się wyrównał, trwała walka kosz za kosz, ale przewaga Śląska nie malała. Na 120 sekund przed końcem kwarty było już nawet 50:31 dla polskiego zespołu, ale w końcówce gospodarze zdołali nieco zmniejszyć straty (35:50).
Wrocławianie przegrali walkę na tablicach w dwóch pierwszych kwartach (15:23), ale mieli lepszą skuteczność (63 procent do 42), więcej przechwytów i mniej strat. W trzeciej kwarcie długo obraz gry się nie zmieniał i kibice oglądali wyrównany pojedynek, a to oznaczało, że przewaga Śląska się utrzymywała.
Po tym, jak trafił Malik Parsons zespół z Wrocławia prowadził już nawet 65:46, ale od tego momentu zaczęły się kłopoty. Kolejny fragment Śląsk przegrał 0:13 i dopiero dwa skuteczne rzuty z linii osobistych Paula Scruggs’a przerwały fatalną serię w ofensywie. Przed czwartą kwartą Wrocławianie prowadzili już jednak tylko 69:61.
W ostatniej odsłonie Włosi nadal grali bardzo twardo w obronie, ale Śląsk odpowiadał tym samym i utrzymywał kilkupunktową przewagę. Gospodarze z upływem czasu zaczęli przerywać akcje gości faulami i ci mieli szanse na łatwe punkty. Kiedy na niewiele ponad cztery minuty przed końcem dwa osobiste wykorzystał Parsons, Śląsk prowadził 82:69.
Chociaż gospodarze grali szybkie akcje, przerywali ataki Wrocławian faulami, to już nie zdołali odrobić strat i Śląsk mógł się cieszyć z pierwszej wygranej w ogóle w tym sezonie. W następnej kolejce wrocławski zespół zmierzy się we własnej hali z Napoli Basketball (14 października, godz. 19:00).
