Żurek w niedzielę po raz drugi stanął na najwyższym stopniu podium podczas mistrzostw Europy w Tomaszowie Mazowieckim. 26-letni łyżwiarz po sukcesie na 1000 m, ostatniego dnia zawodów zwyciężył na najkrótszym dystansie.
"Cieszę się, że ciężka praca popłaca. Na mojej szyi zawisły dwa złote medale mistrzostw Europy, czego nawet nie mogłem sobie wyobrazić. Jestem z tego bardzo dumny. Po piątkowym zwycięstwie byłem bardziej opanowany, bo wiedziałem, że czeka mnie jeszcze jeden ważny start, ale dziś już emocje puściły. Jestem bardzo szczęśliwy, że te sukcesy mogę świętować właśnie w Tomaszowie Mazowieckim, razem z moją rodziną i wszystkimi bliskimi" – powiedział pochodzący z tego miasta sprinter.
Panczenista na dobrze znanym sobie torze w tomaszowskiej Arenie Lodowej potwierdził nie tylko dobrą formę prezentowaną przez cały sezon, ale także poradził sobie z presją związaną z rolą faworyta.
"Udowodniłem, że potrafię sobie radzić z presją. Dużo pracowaliśmy z psychologiem pod kątem mentalnym, żeby nic nie wybijało mnie z równowagi. Nie skupiam się na rywalach, tylko na sobie i swojej robocie. Wytrzymuję presję w każdych warunkach, przy każdym rywalu i mam nadzieję, że tak będzie do końca sezonu. Ze spokojem patrzę na wszystko, co przede mną, również na to, co będzie na igrzyskach" – zaznaczył 26-letni sprinter.
Zapewnił przy tym, że zawody w Tomaszowie Mazowieckim były jedynie etapem do igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo, które rozpoczną się 6 lutego.
W obecnym sezonie Żurek bardzo dobrze spisuje się w Pucharze Świata. W klasyfikacji generalnej na 500 m ustępuje jedynie Amerykaninowi Jordanowi Stolzowi, a na 1000 m zajmuje trzecie miejsce za reprezentantem USA oraz nieobecnym w Tomaszowie Mazowieckim Holendrem Jenningiem De Boo. W zbliżających się igrzyskach na obu dystansach będzie należał do faworytów do zdobycia medalu.
"Przygotowaliśmy się z trenerem zarówno na 500, jak i 1000 m. Dla mnie nie ma różnicy, w której konkurencji rywalizuję. Wiem, że w obu mogę ścigać się z najlepszymi" – przekonywał.
Srebrny medal na 500 m zdobył Marek Kania. 26-letni łyżwiarz był zadowolony ze swojego biegu i ocenił, że był on lepszy w jego wykonaniu niż start na 1000 m.
"Było płynnie, bez większych błędów, co potwierdza czas oraz końcowe miejsce. Powoli myślami trzeba już zmierzać do Mediolanu. Od początku sezonu szykujemy formę pod igrzyska i tam ona ma być najwyższa. Teraz zostało już dopracowanie szczegółów technicznych" – mówił Kania.
Reprezentanci Polski w zakończonych w niedzielę mistrzostwach Europy wywalczyli dziesięć medali, w tym sześć złotych.
