W pierwszym pojedynku tego chłodnego, mroźnego wieczoru w Ally Pally Littler podtrzymał swoją serię zwycięstw nad Searle’em i wciąż nie przegrał jeszcze żadnego półfinału transmitowanego na żywo w swojej karierze.
Mecz zaczął się obiecująco dla Searle’a, który zdobył pierwszego seta dzięki wysokim zdobyczom punktowym i opanowanemu wykończeniu, na chwilę przerywając poczucie nieuchronności, które towarzyszy obecnie meczom Littlera. Od tego momentu kontrola zdecydowanie przeszła na stronę The Nuke'a.
Littler odpowiedział, poprawiając każdy element swojej gry. Jego punktowanie nabrało tempa, wyczucie czasu się wyostrzyło, a wykończenie pozostało pewne, nawet gdy Searle próbował wywierać presję.
Drugi i trzeci set wymknęły się Heavy Metalowi przez drobne błędy, a Littler natychmiast wykorzystywał każdą pomyłkę, nie dając rywalowi szans na powrót. Czwarty set był momentem, w którym półfinał zaczął przypominać jednostronny marsz. Littler szybko przełamał rywala, przetrwał chaotyczny moment, a następnie zakończył kolejnego seta do zera z kliniczną precyzją.
Siedem legów z rzędu należało do aktualnego mistrza, którego średnia wzrosła do ponad 100 punktów, podczas gdy Searle musiał walczyć o przetrwanie. Końcówka miała w sobie odrobinę teatralności. Littler rozpoczął ostatniego seta siedmioma idealnymi rzutami, ale Searle na chwilę rozgrzał publiczność, trafiając znakomite 170.
Littler opanował emocje, wykorzystał pomyłkę Searle’a na podwójnej, a gdy ważyły się losy meczu, pokazał dojrzałość wykraczającą poza swój wiek. Spokojnie się zresetował i trafił górę, pieczętując zwycięstwo 6:1 oraz awans do kolejnego finału mistrzostw świata.
"Mogę być lepszy"
"Główny cel to obronić tytuł" - powiedział Littler na konferencji prasowej po meczu. "Nigdy nie mówię, że wygram. Nigdy. Zobaczymy, jak pójdą rzuty, bo każdego dnia jest inaczej. Mam nadzieję, że po dobrej nocy będziemy gotowi jutro".
"Myślę, że dziś mogłem zagrać trochę lepiej. Oczywiście, kilka podwójnych mi uciekło. Ale z gry na górze jestem bardzo zadowolony. Zazwyczaj celowo schodzę do środka i trafiam dziesiątki. Jeśli skuteczność na podwójnych przekracza 50 procent, jestem zadowolony, bo to kluczowy element, nie tylko dla mnie, ale dla każdego zawodnika na tourze".
"To mój trzeci finał tutaj. Wiem, jak wygrywać. Mam nadzieję, że jutro znów się uda".
Littler osiągnął średnią ponad 105 w całym meczu, rzucił 10 maksów i kończył podwójne z bezwzględną skutecznością. Dla Searle’a to bolesny koniec znakomitej serii, w której zgarnął 200 tys. funtów nagrody i awansował do czołowej dziesiątki rankingu.
Littler ponownie zagra w finale, będąc o jeden mecz od tego, by jako trzeci zawodnik w historii zdobyć dwa tytuły mistrza świata z rzędu i jako pierwszy sięgnąć po podwyższoną pulę miliona funtów dla zwycięzcy.
Van Veen zatrzymuje Andersona
W drugim półfinale Gian van Veen pokonał Gary’ego Andersona 6:3 w emocjonującym pojedynku, w którym nie brakowało rzutów na 170, niesamowitych końcówek i fenomenalnego zdobywania maksów.
W starciu na najwyższym poziomie obaj zawodnicy przez długie fragmenty mieli średnią znacznie powyżej 100, a Anderson momentami wyglądał, jakby cofnął czas. Jednak Van Veen wytrzymał wszystko, co dwukrotny mistrz mu rzucił. Za każdym razem znajdował odpowiedź, nawet gdy Anderson prezentował zagrania, które złamałyby większość rywali.
Anderson, walczący o szósty finał mistrzostw świata w karierze, jako pierwszy zdobył seta, wygrywając nerwowy początek dzięki opanowaniu, a nie płynności.
Van Veen, który w półfinale wyeliminował byłego mistrza Luke’a Humphriesa, natychmiast odpowiedział w drugiej partii, przełamując i spokojnie utrzymując przewagę, pokazując pewność siebie zarówno w wyborze rzutów, jak i tempie gry. Od tego momentu mecz nabrał rumieńców.
Czwarty set osiągnął poziom rzadko spotykany nawet na tym etapie. Anderson rzucił dwa perfekcyjne 170. Drugi z rzutów porwał publiczność Ally Pally, lecz Van Veen odpowiedział własnym „big fishem” w najgorszym dla rywala momencie.
Anderson miał średnią 123 w tym secie, a mimo to go przegrał. To pokazuje, jak niewielkie są różnice na tym poziomie. Potem wrócił do gry, wygrywając piątego seta, rzucając maksy i zmniejszając stratę. Jednak Van Veen znów opanował sytuację. Gdy Anderson szukał pojedynczych momentów, Van Veen konsekwentnie realizował swój plan. Mocne punktowanie, czyste ustawienia i spokojne poprawki na podwójnych pozwalały mu wracać na prowadzenie.
W końcówce Anderson nie wykorzystał trzech rzutów na D16 w kluczowym momencie, a Van Veen bez wahania to wykorzystał. Nawet gdy Anderson próbował jeszcze odwrócić losy meczu, Van Veen nie stracił oglądu i chłodnej głowy. W decydujących chwilach był bardziej precyzyjny, a jego wykończenie pewniejsze.
Van Veen zakończył mecz z rozmachem, rzucając mocne serie, zostawiając sobie D16 i trafiając ją bezbłędnie, pieczętując zwycięstwo 6:3 oraz awans do swojego pierwszego finału mistrzostw świata.
"Jestem przeszczęśliwy!"
"Wygrać taki mecz! Gary dał z siebie wszystko" - powiedział Van Veen w rozmowie ze Sky Sports. "Jego wykończenie i zdobywanie punktów były znakomite. Wytrzymałem to. Oczywiście, publiczność była trochę przeciwko mnie, ale to zrozumiałe, bo Gary to fantastyczny człowiek i świetny zawodnik. Jestem przeszczęśliwy!"
Dla Andersona to półfinałowa porażka bez żalu. Jego średnia przekroczyła 105, rzucił serię maksów i popisał się wykończeniami najwyższej klasy. Van Veen natomiast awansował do finału, w którym zmierzy się z Luke’em Littlerem, mając za sobą świetną serię, pewność siebie i grę, która już udowodniła, że potrafi wytrzymać wszystko, co przynosi największa scena tej dyscypliny.
Wyniki półfinałów:
Gian van Veen 6:3 Gary Anderson
