Ostatnie z czterech ćwierćfinałowych spotkań tej imprezy było dość nietypowe jak na kobiecy tenis, a bardziej przypominało zmagania mężczyzn, ponieważ nie dochodziło w nim niemal do żadnych przełamań.
W pierwszej partii to Belgijka miała dwa break pointy w pierwszej części seta, ale z obu Świątek wyszła obronną ręką. Potrafiła nawet pojawić się przy siatce i wygrać piłkę wolejem, ale Mertens nie odpuszczała, trzymała się linii końcowej, nie dawała się wypychać poza kort i miała swoje momenty.
Grając w takim trybie, w którym świętem była równowaga na tablicy wyników, dobrnęliśmy do tie breaka. W nim obraz na korcie drastycznie się zmienił, niestety na korzyść Mertens.
Grała ona jak w transie i wybiła z głowy Idze marzenia o wygranym secie. Świetne zagrania kończące, as serwisowy, czy techniczny lob, po którym Polka mogła tylko załamać ręce. Licznik Belgijki szedł do przodu, a ten Polki stał w miejscu i nie ruszył ani na moment - w tie breaku Mertens wygrała do zera.
W drugiej odsłonie ponownie Świątek nie miała żadnego break pointa, a jej rywalka miała dwie takie piłki, ale tym razem jedną z nich wykorzystała.
W czwartym gemie przy równowadze i serwisie Polki, popełniła ona dwa błędy z rzędu, wyrzucając piłki na aut. W efekcie najpierw Belgijka dostała piłkę na przełamanie, a po chwili stało się ono faktem.
Przy stanie 3:1 w drugim secie wynik był już więc dla Raszynianki bardzo nieciekawy i niestety do końca spotkania nie była ona w stanie zagrozić przy serwisie rywalki. Obie zawodniczki utrzymywały swoje podanie, a Mertens wykorzystała pierwszą piłkę meczową i zameldowała się w półfinale, w którym zagra z Qinwen Zheng.
