Losowanie grup nadchodzącej edycji LM odbyło się w piątek w Wiedniu. Szczypiorniści Industrii trafili do grupy F, w której zmierzą się z niemieckim SC Magdeburg, norweskim Kolstad oraz debiutującą w tych rozgrywkach szwajcarską drużyną HC Kriens-Luzern.
Dla kieleckiego klubu to początek nowej drogi w zmienionej formule najbardziej prestiżowych rozgrywek w Europie. Z pierwszej fazy grupowej awansują tylko po dwie najlepsze drużyny, natomiast pozostałe będą kontynuować zmagania w Lidze Europejskiej. Dyrektor sportowy Industrii z rezerwą podchodzi do tych nowości.
"Wydaje mi się, że tak naprawdę wszystko wyjdzie w praniu. Na ocenę nowej formuły będziemy mogli sobie pozwolić dopiero za rok" – przyznał Jurecki.
Kluczowym elementem nowego systemu jest fakt, że punkty wywalczone w pierwszej fazie „zabiera się” do kolejnego etapu, co upodabnia rywalizację do formuły mistrzostw świata czy Europy. To sprawia, że margines błędu drastycznie maleje.
"Od początku trzeba być w dobrej formie i zbierać jak najwięcej punktów. Choć na papierze razem z Magdeburgiem jesteśmy uznawani za głównych kandydatów do awansu, to każde potknięcie z teoretycznie słabszym rywalem może mieć bolesne skutki w dalszej części sezonu" – nie ukrywał były reprezentant kraju.
Industria w grupie spotka zespoły, z którymi mierzyła się już w przeszłości. SC Magdeburg to trzykrotny zwycięzca Ligi Mistrzów (2002, 2023, 2025), który w ostatniej edycji zajął trzecie miejsce. Zdaniem Jureckiego, mecze z tym rywalem to zawsze ogromne wyzwanie.
"Magdeburg od siedmiu lat to jest czołówka światowa i obojętnie, czy z nimi się gra w domu, na wyjeździe, czy na terenie neutralnym, to piekielnie ciężko o dwa punkty" – podkreślił zwycięzca Ligi Mistrzów z 2016 roku.
Drugim dobrze znanym przeciwnikiem jest norweski Kolstad. Choć w zeszłym sezonie Kielczanie wygrali z tym zespołem gładko u siebie, wyjazdowe spotkanie było horrorem. "W decydującym meczu, w ostatnim w fazie grupowej, do końcowych sekund drżeliśmy o zwycięstwo" – wspominał dyrektor sportowy.
Największą zagadką pozostaje debiutant z Lucerny. Jurecki nie ukrywa, że wolałby uniknąć starcia z tym przeciwnikiem na samym początku zmagań.
"Jeśli zagramy z nim później, to będziemy mieć już więcej informacji, jak gra, jak się prezentuj w Lidze Mistrzów" – wskazał.
Kielecki sztab przestrzega przed lekceważeniem kogokolwiek. W nowym systemie każdy wyjazd może okazać się pułapką.
"Liga Mistrzów to nie są rozgrywki dla byle kogo. Tu nie ma drużyn z przypadku, zwłaszcza gdy się gra na wyjeździe. Na obcym terenie bardzo ciężko o punkty" – zaznaczył Jurecki.
Choć system jest nowy, cel Industrii pozostaje niezmienny – walka o najwyższe lokaty. Dla kibiców nowa formuła może być atrakcyjna ze względu na różnorodność rywali i ciekawe kierunki wyjazdowe. Jednak dla zespołu oznacza to jesień pełną meczów o najwyższą stawkę, gdzie każda wygrana buduje pozycję wyjściową w walce o ćwierćfinał i wymarzony awans do Final Four w Kolonii.
