Kapustík pobił osiągnięcie Martina Švagerka, który na ZIO 1994 w Lillehammerze zajął 25. miejsce na średniej skoczni. "Przed zawodami w ogóle nie wiedziałem, że mam szansę pobić najlepszy słowacki wynik w historii. Gdy się to udało, przypomniano mi o tym i to było świetne uczucie. To mnie motywuje do kolejnych startów, chciałbym jeszcze poprawić to miejsce. Jestem bardzo szczęśliwy i zadowolony z tego, jak wypadłem na igrzyskach. Udało mi się oddać dobry skok i naprawdę to przeżyłem", powiedział 18-letni słowacki skoczek po powrocie na Słowację obecnym dziennikarzom.

Pobicie słowackiego rekordu poprzedziły jednak nerwowe chwile. Po pierwszej rundzie Kapustík był pierwotnie pierwszym zawodnikiem pod kreską awansu. Szansę na drugi skok otrzymał dopiero po dyskwalifikacji austriackiego rywala Daniela Tschofeniga. "Byłem przygotowany na to, że coś takiego może się wydarzyć. Na pewno jeszcze nie wychodziłem do hotelu. Już jednak zacząłem się przebierać i nagle zobaczyłem, że jestem na zielono. Wkrótce przyszli do nas ludzie z FIS i kazali się spieszyć. Musiałem biec, żeby zdążyć na start. Gdybym spóźnił się o dziesięć sekund, być może już by mnie nie dopuścili".
Dla młodego słowackiego reprezentanta sezon jeszcze się nie skończył. Ma zaplanowany program do końca marca. "Wyjeżdżamy na dwa dni do Słowenii. Wierzę, że uda mi się tam wejść do tunelu aerodynamicznego. Przede mną jeszcze MŚ juniorów w Oslo, a potem zawody Pucharu Świata w Norwegii. Wystartuję także w lotach w Vikersundzie i w tradycyjnym finale PŚ w Słowenii", poinformował.
