W piątkowym spotkaniu w Rydze, wygranym 84:82, Sokołowski zdobył tylko dwa punkty. Jednak w niedzielnym rewanżu był z dorobkiem 20 drugim, po Jordanie Loydzie (21), snajperem biało-czerwonych. Do tego dodał osiem zbiórek w obronie. Poza tym koszykarz Karsiyaki Izmir w Gdyni był najdłużej grającym zawodnikiem, opuścił parkiet zaledwie na 85 sekund.
"Moje statystyki nie są istotne, idą na dalszy plan. Najważniejsze, że drużyna odniosła zwycięstwo. Cieszy, że zrobił swoje, dał coś od siebie, zarówno w obronie, jak i w ataku. Dzięki temu wynik końcowy jest taki, jaki jest" – ocenił Sokołowski.
33-letni koszykarz przekonywał, że konfrontacja z Łotwą absolutnie nie była spacerkiem.
"Wygraliśmy sporą różnicą, raczej kontrolowaliśmy to spotkanie, ale to wcale nie znaczy, że było łatwo. Naprawdę musieliśmy włożyć w ten mecz mnóstwo wysiłku" – podkreślił.
Gospodarze od pierwszych sekund znakomicie spisywali się w obronie. Szybko objęli wysokie prowadzenie, wystrzegali się niepotrzebnych strat i odnieśli przekonujące zwycięstwo.
"W tym meczu wszystko było kluczowe, nie tylko defensywa. Musieliśmy zagrać z jeszcze większą determinacją i wolą walki niż w Rydze. Musieliśmy włożyć w ten mecz więcej sił niż w poprzedni, bo ciężko się gra dwa spotkania praktycznie bez przerwy z tym samym przeciwnikiem. Po pierwszym meczu dokładnie wiesz, czego można spodziewać się po rywalu, zna się dokładnie swoje silne i słabe strony" – zauważył.
Biało-czerwoni z kompletem czterech zwycięstw prowadzą w grupie F. Pierwsza faza kwalifikacji zakończy się latem - 3 lipca Polska zmierzy się na wyjeździe z Austrią, a trzy dni później podejmą Holandię.
"Nie możemy się rozluźnić, bo nasza grupa jest bardzo wyrównana. Wyniki pokazują, że każdy może wygrać z każdym. Holendrzy ograli przecież Łotyszy, a w niedzielę przegrali u siebie jednym punktem z Austriakami. My z kolei pokonaliśmy na wyjeździe Łotwę oraz Holandię różnicą zaledwie dwóch punktów. To jednak też świadczy o naszej sile, o sile naszego charakteru" – podsumował Sokołowski.
