Widzowie, którzy w liczbie 18 527 oglądali spotkanie w hali Frost Bank Center w San Antonio, nie mogli narzekać na brak emocji.
Spurs prowadzili do przerwy różnicą już 25 punktów, po tym jak drugą kwartę wygrali aż 48:22, najwyższą różnicą od 39 lat. Rywale po przerwie zaczęli jednak odrabiać straty. Rzut z wyskoku Anthony'ego Edwardsa na 3.28 przed końcem meczu dał im prowadzenie 110:108.
W emocjonującej końcówce zmieniało się ono jeszcze trzy razy i dwukrotnie był wynik remisowy. Ostatnie punkty zdobył gwiazdor gospodarzy Victor Wembanyama, trafiając jeden z dwóch wolnych na 1,3 s przed końcową syreną. Rzut rozpaczy Edwardsa zza połowy boiska był niecelny i „Ostrogi” wygrały drugi mecz z rzędu, przerywając serię pięciu porażek z Minnesotą.
Francuz Wembanyama zdobył 39 punktów i miał dziewięć zbiórek, w tym kluczową w ostatnich sekundach meczu, oraz trzy asysty i dwa bloki.
"To była świetna zabawa. Nienajfajniejsza, ale na pewno fajna gra. A ta jest warta wiele, biorąc pod uwagę, jak wygląda teraz Konferencja Zachodnia" - ocenił lider Spurs.
Wspierali go De'Aaron Fox - 25 punktów i 12 asyst oraz rezerwowy Keldon Johnson - 20 oczek.
Edwards zdobył dla gości 55 punktów, ustanawiając swój rekord sezonu. W całej lidze to największy w trwających rozgrywkach dorobek koszykarza w przegranym spotkaniu.
"Mają „Wemby'ego”. On ma być twarzą ligi, więc zawsze muszę być na to przygotowany. Żałuję, że nie mogliśmy wszystkich odsunąć na bok i po prostu sprawdzić na parkiecie: ja kontra on" - skomentował Edwards.
Jaden McDaniels dodał 24 punktów dla gości, a Julius Randle - 17 oczek i 10 zbiórek.
Zespół Spurs pozostaje na drugiej pozycji w Konferencji Zachodniej, z takim samym dorobkiem 29 zwycięstw i 13 porażek jak Denver Nuggets. Liderem jest broniący tytułu team Oklahoma City Thunder.
