W sobotę Śląsk Wrocław ma podejmować Wisłę Kraków o 17:30. Liczba biletów i karnetów sprzedanych na ten mecz dobija do 12 tysięcy, ale czy spotkanie się odbędzie? Najnowsza wypowiedź Jarosława Królewskiego stawia to pod znakiem zapytania.
"Jeśli w ciągu 48h opinia publiczna nie otrzyma klarownej precyzyjnej informacji (nie bełkotu) - od Policji oraz Śląska Wrocław, co właściwie dzieje się we Wrocławiu i co zadecydowało o niewpuszczeniu naszych kibiców na stadion, nasz zespół nie pojedzie do Wrocławia" – napisał Królewski na platformie X.
"Nie możemy w takiej sytuacji ryzykować ich zdrowia, skoro władze Sląska Wrocław i Policja nie są w stanie zabezpieczyć spotkania - a nie wiemy co będzie się działo poza nim" - kontynuuje prezes, który powtarza, że Wisła domaga się zamknięcia stadionu w całości. "Na tą chwile klub biznesu Wisły Kraków zrezygnował z wyjazdu do Wrocławia. Zrezygnowaliśmy również ze wszystkich zaproszeń i wcześniej zakupionów biletów premium przez naszych partnerów. Dość pajacowania".
W oświadczeniu Śląsk obstaje przy swoim
To odpowiedź na kolejne już oświadczenie Śląska Wrocław, opublikowane wczoraj, a także wywiad prezesa Śląska Wrocław opublikowany dziś przed południem.
W komunikacie dolnośląski klub powołał się na "konsultacje przede wszystkim z policją", która "przyjęła ją (decyzję klubu) do wiadomości i zakwalifikowała spotkanie jako mecz podwyższonego ryzyka". Śląsk w oświadczeniu powołał się na uchwałę nr II/85 Zarządu PZPN, która pozwala nie wpuścić kibiców gości w "szczególnie uzasadnionych przypadkach". Jednak WKS nie podał do dziś wspomnianego szczególnego uzasadnienia.
Co więcej, dotąd powołał się jedynie na konsultacje z policją (choć status podwyższonego ryzyka nie jest uzasadnieniem) oraz fakt, że wcześniej wiele klubów nie wpuściło kibiców Wisły. Mowa o bojkocie, który - co publicznie przyznawali działacze m.in. Wisły Płock, Stali Stalowa Wola czy Warty Poznań - był "inspirowany" przez środowiska kibicowskie.
Wywiad "przelał czarę goryczy"
Bezpośrednią przyczyną dla groźby bojkotu meczu ze strony Wisły jest opublikowany rano wywiad prezesa Śląska z Radiem Wrocław. Remigiusz Jezierski niezmiennie unikał podania faktycznej przyczyny, powołując się wielokrotnie na szerokie konsultacje "ze wszystkimi środowiskami" i - głównie - na policję. Drwił też z wniosków Wisły Kraków do PZPN, prokuratury czy Komisji Europejskiej, by ostatecznie mówić o "genie zła" w społeczeństwie i "zarządzaniu hordami złych ludzi".
"Poinformowałem już trenera drużyny i prezesa PZPN o decyzji. Dość robienia pośmiewiska z ligi, sponsorów i traktowania w taki sposób społeczności. Idiotyczny wywiad pana prezesa ŚW z dziś rana przelał czarę goryczy. Nie ma mojej zgody, aby rujnować reputację Wisły Kraków swoim brakiem kompetencji" - poinformował Jarosław Królewski w reakcji na wypowiedzi Jezierskiego.
Dlaczego właśnie wywiad okazał się dla prezesa Wisły powodem do groźby bojkotu? W rozmowie z Radiem Wrocław Remigiusz Jezierski parokrotnie podkreślał, że klub nie był naciskany przez kibiców, by nie wpuścić przyjezdnych. Tymczasem Jarosław Królewski przekonuje, że to kłamstwo. Powołuje się na trójstronną rozmowę z prezesem PZPN i właśnie prezesem Śląska.
"Podczas mojej rozmowy z prezesem PZPN-u, prezes Śląska Wrocław przyznał, że jest naciskany. Mówię to otwarcie i twardo. Jeśli nie ma odwagi powiedzieć o tym publicznie, proszę zrezygnować ze swojego stanowiska. (...) Tak, w tej rozmowie prezes Śląska Wrocław przyznał, że jest naciskany przez kibiców i będzie z nimi rozmawiał następnego dnia. Koniec tematu, jeśli nie potrafi tego przyznać obiektywnie, niech nie będzie człowiekiem Śląska Wrocław. Piłka nożna potrzebuje ludzi, którzy mówią prawdę" - powiedział Jarosław Królewski w rozmowie z kanałem Meczyki.pl.
