Jordi Sánchez dla Flashscore: "Przyszedłem, by pomóc i dołożyć coś od siebie"

Jordi Sánchez, obecnie w Wiśle Kraków
Jordi Sánchez, obecnie w Wiśle KrakówMarcin Golba/NurPhoto / Shutterstock Editorial / Profimedia

Jordi Sánchez Riba dał się poznać kibicom Widzewa, teraz chce zapaść w pamięć fanom Wisły Kraków. Z naszym hiszpańskim kolegą Óliverem Domínguezem rozmawia szczerze o swojej karierze. Co prawda zimna przeboleć nie może, ale poza tym Polskę niezmiennie chwali i ma jasny plan: zagrać wiosną tak, by z Wisłą wrócić do Ekstraklasy.

Zacznijmy od twojej pierwszej dużej zmiany, czyli wyjazdu z Hiszpanii. Jak pojawiła się możliwość odejścia z Albacete i przejścia do Widzewa Łódź?

Polska piłka śledziła mnie już od kilku lat, jeszcze od czasów gry w Valencia-Mestalla (rezerwy). Patrząc szerzej, po sezonie w Albacete miałem już tylko rok kontraktu. W Polsce proponowano mi dłuższą umowę, a ja czułem się gotowy, w odpowiednim wieku, by podjąć to wyzwanie za granicą.

Dlaczego twoim zdaniem polska piłka była zainteresowana?

Myślę, że to częściowo przez moje warunki fizyczne, szybkość i styl gry – zawsze staram się wychodzić za plecy obrońców. W Polsce futbol jest bardziej otwarty, pada więcej bramek – przynajmniej gdy nie jest zbyt zimno, bo wtedy mecze są trudne do rozegrania. Tak, sądzę, że moja szybkość i fizyczność zwróciły uwagę kilku polskich klubów. Poza tym Hiszpanie radzili tu sobie bardzo dobrze. Teraz kluby w Polsce mocno obserwują zawodników z Primera RFEF czy Segunda, bo mogą znaleźć ciekawe profile i zaproponować lepsze warunki.

Statystyki Jordiego Sancheza
Statystyki Jordiego SanchezaFlashscore

Przygoda w Japonii

Po pierwszym doświadczeniu w Polsce wyjechałeś do Sapporo. Jak poszło ci w Japonii?

Szczerze mówiąc, nie najlepiej. Przyjechałem z dużymi oczekiwaniami, choć Consadole Sapporo był już na ostatnim miejscu w tabeli J1, gdy podpisywałem kontrakt. Mimo to miałem duże nadzieje. Ale od samego początku nic nie układało się po mojej myśli.

Trener w pierwszym roku miał już swoją wyjściową jedenastkę i nie bardzo na mnie stawiał. W drugim roku zmiany na szczycie klubu i inne sprawy sprawiły, że nie mogłem dalej cieszyć się tak ciekawym krajem, choć zostałem bardzo dobrze przyjęty przez kibiców i wszystkich wokół. Pod względem piłkarskim był to krok wstecz w mojej karierze.

Czy uważasz, że japońska piłka bardzo różni się od tej w Europie?

Tak, zdecydowanie. Spodziewałem się wysokiego poziomu profesjonalizmu i organizacji, a znalazłem wiele rzeczy, które mnie zaskoczyły. Sposób gry i rozumienia futbolu jest zupełnie inny. Dużo błędów, akcje od bramki do bramki. My, Hiszpanie, jesteśmy przyzwyczajeni do taktyki i dbania o piłkę, więc szokiem jest widzieć, jak często w Japonii traci się posiadanie, a fizycznie mecze są bardzo dynamiczne.

Powrót do Polski, ale zmiana klubu

Z Japonii wróciłeś do Polski, do jednego z najbardziej rozpoznawalnych klubów dla hiszpańskich kibiców, Wisły Kraków. Jak wygląda twój powrót do polskiej piłki?

Jestem tu od nieco ponad miesiąca i jestem naprawdę szczęśliwy. Odzyskuję te uczucia, które miałem wcześniej w tym kraju, czuję się bardzo doceniony. Kibice przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Ponieważ znałem już kraj i wcześniej byłem tu dobrze traktowany, cieszę się, że wróciłem.

Chcę grać więcej minut, dać drużynie jak najwięcej i mam nadzieję, że awansujemy, bo taki historyczny klub jak Wisła zasługuje na grę w Ekstraklasie i będziemy o to walczyć.

Jak wyglądało przystosowanie się do dwóch tak różnych krajów? Opowiadałeś już trochę o piłce w Japonii, ale jak wygląda życie dla kogoś z daleka? A jak Polska, która też ma swoje różnice?

Wszystko zależy od nastawienia, ale różnica jest ogromna, gdy jedziesz do Japonii, dużo większa niż przyjeżdżając do Polski. Polska może wydawać się bardzo różna od Hiszpanii kulturowo, ale tak naprawdę nie jest. Jest dużo więcej podobieństw niż się wydaje... poza zimnem.

Poza tym wszystko jest dość podobne do Hiszpanii; są pewne różnice, ale nie takie jak w Japonii, gdzie wszystko opiera się na bardzo rygorystycznych zasadach. Ludzie mają swoje zwyczaje, na dobre i na złe, ale tak, są bardzo różni. Wszystko sprowadza się do podejścia. Osobiście dobrze się przystosowałem. Jedyny problem był po stronie piłkarskiej, reszta to świetne doświadczenie i zrobiłbym to jeszcze raz bez wahania.

Wspominałeś już o tym, ale czy tęsknisz za hiszpańską pogodą?

Tak, zdecydowanie. Gdy ludzie mówią o Hiszpanii, zawsze chodzi o dobrą pogodę i świetne jedzenie, a choć Japonia ma swoją kuchnię, mieszkałem w bardzo, bardzo zimnym mieście – Sapporo. Tak, naprawdę, bardzo tęsknię za pogodą i jedzeniem.

Jordi Sánchez, zawodnik Wisły
Jordi Sánchez, zawodnik WisłyWisla Kraków SA

Emocje związane z Albacete, Castellón... i Valencią

Wspomnijmy twój ostatni klub w Hiszpanii: Albacete. W tym roku zaskoczył wielu w pucharze, eliminując Celtę i Real Madryt, a także walcząc z Barceloną. Jak oceniasz sezon swojej byłej drużyny?

Bardzo lubię ich śledzić i uważam, że sezon jest trochę nierówny, zwłaszcza biorąc pod uwagę pucharową przygodę, która może rozpraszać drużynę w Segunda. Ale klub od lat robi wszystko dobrze, ma jasną filozofię i solidne fundamenty. Segunda to bardzo długa liga, zobaczymy, co się wydarzy, ale jeśli uda się wygrać kilka meczów z rzędu, może powalczą o coś wyjątkowego.

To bardzo solidna drużyna, ale gdy jest się w środku tabeli, można mieć wrażenie, że nie walczy się o nic, a sytuacja może się skomplikować lub można ruszyć w górę. Mam nadzieję, że uda się wygrać kilka spotkań i zaczną patrzeć w górę, a nie w dół.

Wspomniałeś, że Albacete od lat robi wszystko dobrze. Byłeś częścią zespołu, który awansował do Segunda. Co to znaczyło dla miasta i klubu?

Dla miasta to był prawdziwy przełom, bo wydawało się, że to rok rozczarowań – brak bezpośredniego awansu, zwłaszcza dla drużyny, która właśnie spadła do Primera RFEF (trzecia liga), w pierwszym roku tej ligi.

Brak szybkiego awansu mógł oznaczać utknięcie tam na dłużej, ale sposób, w jaki wywalczyliśmy awans, był ogromnym zastrzykiem energii dla drużyny i kibiców, którzy od tamtej pory mocno wspierają klub. To miasto żyje piłką, ludzie uwielbiają chodzić na stadion, więc ten mecz zmienił wiele na lepsze.

Świetnie widzieć pełny stadion, a w meczach z Barceloną i Realem Belmonte był wypełniony po brzegi. Oby tak samo było na ligowych spotkaniach.

Patrząc wstecz na czas spędzony w akademii Valencii, jak oceniasz obecną sytuację klubu?

To naprawdę smutne. W ostatnich dwóch latach w rezerwach, na Mestalla, miałem okazję trenować z pierwszą drużyną pod wodzą Marcelino – ostatnią Valencią, która grała w Lidze Mistrzów. Szkoda, bo kibice, miasto, stadion – Mestalla, mimo że budują nowy – ma swoją aurę i magię, zasługuje na wielkie europejskie wieczory.

Oby sytuacja się poprawiła, nie tylko teraz, ale powinna była zostać rozwiązana już lata temu. Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się rozwiązanie i zobaczymy Valencię walczącą o to, na co zasługuje. A nie tylko zmagającą się z problemami, jak ostatnio.

Grałeś też w innym klubie z czołówki Segunda, Castellón. Jakie masz wspomnienia z gry dla "Orelluts"?

Zawsze mówię, że to dla mnie trochę żal. Bo myślę, że naprawdę nawiązałbym więź z pełną Castalią, ale byłem tam w roku pandemicznym, gdy stadiony były puste i nie było kibiców. To utrudniło mi aklimatyzację, a sezon był taki, że kadry były większe, a różnica między weteranami z poprzedniego roku a nowymi zawodnikami była spora.

Mieliśmy wielu utalentowanych piłkarzy, jak Fidalgo czy Carrillo, którzy moim zdaniem nie dostali szans, na jakie zasługiwali, i ten sezon nie poszedł nam najlepiej. Najbardziej żałuję, że nie mogłem w pełni cieszyć się Castalią i tym sezonem.

Cieszę się, że teraz idzie im dobrze, bo miasto i klub są bardzo podobne do Valencii – pełne historii, pasjonujących kibiców, stadion prawie zawsze pełny. Dobrze, że wszystko idzie im teraz lepiej, szkoda, że za moich czasów nie było tak dobrze.

Czy widzisz szansę na awans do Primera, skoro są w czołowej dwójce?

Tak, zdecydowanie. Jak mówiłem, Segunda to długa liga, ale z kapitanem Alberto Jiménezem na czele to bardzo pomaga. Tacy zawodnicy zawsze dają coś ekstra, pomagają utrzymać stabilność, gdy psychika zaczyna szwankować, bo Segunda potrafi być wyczerpująca mentalnie.

Z takim doświadczeniem i jakością na pewno utrzymają się w czołówce – oby bezpośredni awans, a jeśli nie, to przez baraże. Mają wystarczająco dojrzałych zawodników, by sobie poradzić i wprowadzić drużynę do Primera, bardzo chciałbym to zobaczyć.

Wisła Kraków i jeden cel do osiągnięcia

Teraz o twojej obecnej drużynie, Wiśle, jednym z najstarszych klubów w Polsce, który – jak wspomnieliśmy – gra obecnie w drugiej lidze i prowadzi w tabeli. Czy czujesz presję na awans?

Myślę, że w tym roku tak, bo to już czwarty sezon na zapleczu. A przy przewadze nad drugim miejscem, stylu gry drużyny i pełnym wsparciu kibiców... nie powiedziałbym, że to presja, ale zdecydowanie czuć, że to musi być ten sezon, patrząc na to, jak idzie i jak dobrze gra drużyna.

Czy słyszałeś o ‘Świętej Wojnie’ w Krakowie, czyli derbach miasta?

Tak, w tym sezonie nie będę miał okazji tego przeżyć, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku już tak. Grałem w bardzo intensywnych derbach w Łodzi z poprzednim klubem i poszło mi dobrze – strzeliłem w obu meczach. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, jeśli będziemy w Ekstraklasie, zagram w derbach Krakowa i będę miał tyle samo szczęścia co w Łodzi.

Mimo że miałeś już doświadczenie w polskiej piłce, czy pomogło ci, że w drużynie są inni Hiszpanie, jak Ángel Rodado i Marc Carbó?

Tak, zdecydowanie. Grałem z Ángelem osiem lat temu w Ibizie w Segunda B i zawsze mieliśmy świetny kontakt. Gdy podpisał tu kontrakt, mogłem mu doradzić, bo byłem w Polsce kilka miesięcy dłużej niż on, w Widzewie.

Przyszedł do Wisły trochę... może nie zagubiony, ale jeszcze się adaptował. Teraz jest tu gwiazdą, klubową legendą, od lat strzela mnóstwo bramek. Przyszedłem, by pomóc i dołożyć coś od siebie. Marc i Ángel bardzo mi pomogli; dzięki nim czuję się częścią grupy, mamy świetną drużynę.

I nie tylko oni – przez lata w klubie było wielu Hiszpanów i wszyscy od razu mnie przyjęli. Wspieramy się nawzajem, jeśli czegoś potrzebuję, wiem, że mogę na nich liczyć. Wszyscy są świetni, ale obecność hiszpańskich kolegów w szatni naprawdę pomaga.

Jordi Sánchez świętuje zwycięstwo z kolegami z drużyny
Jordi Sánchez świętuje zwycięstwo z kolegami z drużynyWisla Kraków SA

Jak opisałbyś swoje pierwsze doświadczenia z Wisłą, zarówno na boisku, jak i poza nim?

Na boisku chcę być bardziej zaangażowany, mieć jasną szansę, by dać kibicom powód do radości. Poza boiskiem kibice są fantastyczni. W Polsce jest wiele przyjaźni między fanami, a Wisła Kraków jest zaprzyjaźniona z Widzewem Łódź, moim poprzednim klubem.

Od momentu podpisania kontraktu kibice mieli wobec mnie duże oczekiwania, bo już pokazałem się w Ekstraklasie. A gdy są oczekiwania, trzeba je spełnić. Mam nadzieję, że się uda, pomogę drużynie i dam dużo radości w tych ostatnich 13 meczach.

Co według ciebie najbardziej różni polską piłkę od innych lig i drużyn, w których grałeś?

Przede wszystkim fizyczność. Taktycznie piłka w Europie jest coraz bardziej podobna. Jak mówiłem, Japonia to inny świat, ale w Europie ligi zbliżają się do siebie pod względem taktyki.

Na przykład Jagiellonia od kilku lat gra w Europie, a w zeszłym roku dotarła do ćwierćfinału z Betisem, jeśli dobrze pamiętam. Taktycznie jest coraz bardziej wyrównanie, ale tutaj, jeśli nie jesteś silny fizycznie, trudno się przystosować.

Zimno, ciągłe treningi na siłowni, zajęcia trwające ponad dwie godziny, temperatury poniżej zera... To głównie wymagania fizyczne i radzenie sobie z pogodą są zupełnie inne niż to, co znałem wcześniej. I to naprawdę trudne.

Jak już wspomnieliśmy, Wisła to historyczny klub znany przez pokolenia kibiców w całej Europie. Czy zauważyłeś to w klubie, mimo że od kilku sezonów gra na drugim szczeblu?

Tak, zdecydowanie. Nie brakuje tu niczego w porównaniu z klubami z najwyższej ligi – wręcz przeciwnie. Pamiętam swój pierwszy dzień w Krakowie, mieliśmy klubowe wydarzenie i przez pięć godzin podpisywaliśmy autografy i robiliśmy zdjęcia z kibicami, którzy cały czas przychodzili.

To historyczny klub i to wiele mówi o kibicach – są całkowicie za drużyną. Powiedziano mi, że w tym roku wsparcie jest jeszcze większe, bo gdy idzie dobrze i awans jest blisko, ludzie angażują się jeszcze mocniej. Naprawdę czuć, że to wielki, historyczny klub i wszyscy chcemy awansować, by uczynić go jeszcze większym i bardziej historycznym.

Czy uważasz, że najbardziej rozwinąłeś się fizycznie – pod względem szybkości, ruchu bez piłki – odkąd opuściłeś Hiszpanię?

To zawsze była moja mocna strona, ale w Hiszpanii, gdzie wszystko jest taktyczne, mecze są bardzo wyrównane, gra się głównie posiadaniem piłki – zwłaszcza z drużynami i trenerami, których miałem – nie zawsze mogłem to wykorzystać.

Musiałem rozwinąć inne umiejętności, które sprawiły, że stałem się bardziej wszechstronnym zawodnikiem. Ale tutaj w Polsce mogłem dużo bardziej wykorzystać swoją szybkość. Tutaj obrońcy grają bardziej jeden na jeden, z wyższą linią, więc miałem więcej okazji do biegania za plecy, czego w Hiszpanii nie miałem aż tyle. Teraz to chyba najbardziej wyróżniająca się część mojej gry, bo mogę ją częściej wykorzystywać.

Czy masz jakieś osobiste cele na resztę sezonu?

Podpisałem krótki kontrakt, tylko do końca sezonu z Wisłą, a moim celem jest grać na tyle dobrze, by klub przedłużył ze mną umowę i byśmy razem awansowali, żebym mógł grać tu w Ekstraklasie w przyszłym roku. To mój cel na najbliższy czas i będę o niego walczył do końca.

Chciałbyś przekazać coś kibicom, którzy wspierają drużynę co tydzień?

Przede wszystkim chcę im podziękować za powitanie, a po drugie, chcę powiedzieć, że Jordi Sánchez da z siebie wszystko, by przynieść im radość i pomóc Wiśle awansować do Ekstraklasy.

Nie wiem, czy miałeś już czas, by poczuć atmosferę wokół reprezentacji Polski, z Urbanem jako trenerem i Lewandowskim jako gwiazdą, przed barażami o mundial.

Niezbyt. Gdy byłem tutaj, już dużo mówiło się o Lewandowskim, zwłaszcza gdy dołączył do Barcelony. Zawsze jest na świeczniku, nie tylko w piłce, ale jako bardzo wpływowa postać w kraju – widać go wszędzie, w supermarketach, centrach handlowych, dosłownie wszędzie.

Futbol przeżywa się tu zupełnie inaczej niż w Hiszpanii; kibice są dużo bardziej zaangażowani, bardziej wymagający, bardziej skupieni na wynikach, nawet bardziej niż w Hiszpanii. Więc cała uwaga będzie skupiona na reprezentacji, a patrząc wstecz, myślę, że ludzie będą oczekiwać awansu do finałowej fazy mundialu, bez żadnych wątpliwości.

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen