Problem z niewpuszczaniem kibiców Wisły Kraków na stadiony w ramach "kibolskiego bojkotu" trwa już blisko trzy lata. "Normalni" fani Białej Gwiazdy od lata 2023 roku nie mogą wspierać swoich piłkarzy na "obcych" stadionach. Kluby szukały różnych powodów, żeby nie przyjmować gości z Krakowa "w imię zasad" i "paktu o nieużywaniu sprzętu", który nigdy nie ujrzał światła dziennego i którego rzekomo Wisła Kraków nie podpisała.
"Kibolskie" porachunki od kilku sezonów wciąż wywierają wpływ na kluby i odbierają fanom Wisły Kraków możliwość uczestniczenia w wyjazdach za swoją drużyną, mimo że niewiele zmieniło się w ich zachowaniu od tego, kiedy w pierwszym sezonie na zapleczu ekstraklasy wypełniali nawet sektory gospodarzy i dopingowali swoich "ulubieńców" czy wspierali drużynę w eliminacjach Ligi Europy i Ligi Konferencji.
Wisła od dłuższego czasu mierzy się z tą niesprawiedliwością, ale Polski Związek Piłki Nożnej reaguje tylko doraźnie, jak wtedy, kiedy przeniósł mecz o Superpuchar Polski do Warszawy czy za pomocą uchwały zwiększył możliwe kary za recydywę w przypadku niewpuszczenia po raz drugi na swój obiekt kibiców Wisły bez konkretnego powodu. Problem w tym, że karami tylko straszył.
W rzeczywistości "mniejsze" kluby rzeczywiście się jej bały, ale na "większych" czy zasilanych przez pieniądze podatników, jak Śląsk Wrocław, kary pieniężne nie robią wrażenia. Stąd wracamy do tego samego problemu, ale tym razem prezes TS Wisły Kraków SA Jarosław Królewski poszedł krok dalej, bo tłumaczenia klubu z Dolnego Śląska były na tyle kuriozalne i zmienne, a związek nic sobie z tego nie zrobił, że trzeba było z ich punktu widzenia, zastosować drastyczne środki, żeby zwrócić uwagę na ten problem i to się udało. "Biała Gwiazda" może straci ważne trzy punkty, ale pojawienie się na murawie nie dałoby takiego nagłośnienia sprawy.
Obrazki, które widzieliśmy we Wrocławiu, kiedy piłkarze Śląska i sędziowie wyszli na murawę i czekali 15 minut na "przyjazd" Wisły obiegną piłkarski świat i jest to kompromitacja polskiej piłki, za którą odpowiada PZPN. Związek przez długi czas "olewał" problem. Ten problem nie pojawił się wczoraj, tydzień temu, czy rok temu. To trwa od dawna i teraz "walenie pięścią w stół" przez prezesa Cezarego Kuleszę niewiele da. Żadna kara dla Śląska nie zmaże tej plamy.
Gdyby PZPN był konsekwentny i zajął się tym problemem od początku, nakładając na kluby, które zasłaniają się fałszywymi remontami, potężne kary finansowe, do tej sytuacji by nie doszło. Mógł tego uniknąć, gdyby "twardą rękę" pokazał w tym tygodniu, kiedy trwały negocjacje, a nie w takim momencie, kiedy było już za późno.
Dziś, patrząc na to, co stało się we Wrocławiu, polska piłka przeżywa trudny i smutny dzień, którego zdecydowanie można było uniknąć...

