W poniedziałkowy wieczór Polonia Warszawa miała wielką szansę zbliżyć się do lidera Betclic 1. Ligi na sześć punktów. Konieczne było jednak pokonanie ŁKS-u Łódź przy Konwiktorskiej, a to goście znacznie lepiej wyglądali w pierwszej połowie. Co prawda długo czekaliśmy na groźne sytuacje, ale to Łodzianie imponowali intensywnością, nawet po stracie piłki szybko walcząc o jej odzyskanie.
Efektem były długie fragmenty spędzone na połowie „Czarnych Koszul”. Szczególnie Loffelsend wydawał się łasy na ostatni kontakt i w 34. minucie doczekał się próby. Nie tylko nie umieścił piłki za kołnierzem Kuchty, ale w dodatku strzelał już po sygnalizacji spalonego.
Mimo to odegrał kluczową rolę w pierwszych sekundach doliczonego czasu: to jego wygrana walka o piłkę przesłaną od Craciuna pozwoliła zgrać głową do środka. Tam nabiegał Andreu Arasa, który huknął mocno obok Kuchty i otworzył wynik.
26-letni Hiszpan mógł zainkasować dublet po niecałym kwadransie drugiej połowy, w którą również goście lepiej weszli. Tym razem sam kończył akcję po przerzucie i piłkę posłał nad bramką. Dopiero w ostatnich 20 minutach wyraźnie zarysowała się przewaga Polonii, z której wynikały najwyżej pojedyncze okazje.
Dobrze dysponowana obrona gości dopuściła do największego ryzyka w 75. minucie, gdy Dani Vega główkował szczupakiem na nogę Aleksandra Bobka, a dobitka Simona Skrabba nie była celna. Zmęczeni, ale i wyrachowani Łodzianie wytrwali do końca doliczonych pięciu minut i wywożą cenne zwycięstwo z Warszawy.

