Tuż przed godziną 20:00 w czwartek prezes Jarosław Królewski potwierdził, że jego zespół nie zagra w sobotę we Wrocławiu. Przypomnijmy, że mecz Śląska Wrocław z Wisłą Kraków stał się najgłośniejszym pojedynkiem tygodnia, ponieważ Wisła zagroziła jego oddaniem walkowerem, jeśli jej kibice nie zostaną wpuszczeni.
Już wcześniej "Biała Gwiazda" rozważała taki krok, ale się na niego nie zdecydowała. Teraz mamy potwierdzenie, że właśnie taką decyzję podjął Królewski.
"Tym razem, mimo walki i wielu rozmów, nie udało się. Każdy z Was może sam ocenić skalę kłamstw, obłudy i cynizmu, których doświadczyliśmy w ostatnich dniach. Chciałbym przeprosić wszystkich pracowników klubu, nasz sztab szkoleniowy, zawodników, trenerów, sponsorów, partnerów oraz każdego, kogo ta decyzja dotknie bezpośrednio lub pośrednio.
Są jednak w życiu momenty, kiedy - jak mawiają klasycy - są rzeczy, które warto zrobić, nawet jeśli się to nie opłaca. Dlatego podjąłem ostateczną i nieodwołalną decyzję: piłkarze Wisły Kraków nie zagrają w ten weekend meczu ligowego we Wrocławiu. Ta decyzja jest nieodwołalna i nienegocjowalna" - napisał w długim wpisie Królewski.
Wrocławski klub jeszcze przed wieczornym komunikatem Wisły zakomunikował swoim kibicom, że w razie nierozegrania meczu będą mogli liczyć na zwrot środków lub darmowy bilet na kolejne spotkanie.
Śląsk odmówił, choć nie umie podać przyczyny
Śląsk Wrocław odmówił wstępu zorganizowanej grupie kibiców z Krakowa bez podania żadnej przyczyny faktycznej. Najbardziej merytorycznym argumentem w pierwszym komunikacie klubu z 27 lutego był fakt, że wcześniej inne kluby również nie wpuszczały kibiców Wisły, więc "nie możemy mówić o przypadku i ma to swoje powody".
Jednocześnie klub nie wymienił tych powodów, podobnie jak zignorował fakt, że PZPN uznał niewpuszczanie kibiców Wisły za bezprawne, a wobec uczestniczących w procederze klubów wyciągał konsekwencje. A przecież sprzeczne z przepisami zachowanie innych klubów nie może stanowić uzasadnienia dla dalszych tego typu działań. Śląsk powoływał się na "silne" przesłanki, lecz żadnej nie podał.
W kolejnych wywiadach stanowisko klubu przedstawiała choćby dyrektor ds. bezpieczeństwa Śląska Małgorzata Korny, która na antenie TVP3 Wrocław przyznała, że klub nie wie, czy może być niebezpiecznie i dlatego - prewencyjnie - zamyka sektor. Tymczasem przepisy jasno wskazują, że zakazać wstępu kibicom gości można tylko w szczególnie uzasadnionych przypadkach. Śląsk wciąż nie przedstawił "analizy ryzyka", na którą się powoływał, lub chociaż kluczowych przesłanek uzasadniających zamknięcie sektora.
Ustami prezesa Remigiusza Jezierskiego klub powoływał się również wielokrotnie na opinię policji. Do tego stopnia, że od komunikatów klubu odcięły się i Komenda Miejska Policji we Wrocławiu, i Komenda Główna Policji w Warszawie. W skrócie: policja podkreśla, że "decyzja związana z niewpuszczeniem kibiców Wisły Kraków na imprezę masową została podjęta wyłącznie przez WKS Śląsk Wrocław" (cytat z wypowiedzi podkom. Lucyny Rekowskiej KGP).
Królewski żądał kary dla Śląska, teraz Wisła zostanie ukarana
Od kilku dni trwały medialne przepychanki - oba kluby wydawały komunikaty, a w aferę wokół meczu angażowały się kolejne podmioty. Poza wspomnianą już Komendą Główną Policji sprawa dotarła do Ministerstwa Sportu i Turystyki, interweniował osobiście prezydent Krakowa. Bez efektu.
"Biała Gwiazda" odpowiedziała Śląskowi serią wniosków. Sugerowała władzom PZPN weryfikację stanu bezpieczeństwa we Wrocławiu, sugerowała zmianę miejsca i terminu rozgrywania meczu, a wreszcie domagała się ujemnych punktów i innych kar dla Śląska. Ale na tym się nie skończyło. Jarosław Królewski zapowiedział wniosek do prokuratury oraz Komisji Europejskiej, która ma sprawdzić, czy wsparcie publiczne dla Śląska jest zgodne z prawem.
Jednocześnie prezes Wisły wiedział, że w przypadku odmówienia rozegrania meczu, to Wisła musi liczyć się z sankcjami dyscyplinarnymi. Walkower dla Śląska to najbardziej podstawowa, choć nie jedyna konsekwencja. Otwarte pozostaje pytanie, co z kolejnymi meczami wyjazdowymi. W przypadku odmowy rozegrania trzech meczów z własnej winy kluby piłkarskie muszą liczyć się z wykluczeniem z rozgrywek i degradacją o dwie ligi.
PZPN mógł interweniować, ale tego nie zrobił
W sprawę zaangażowany został prezes PZPN Cezary Kulesza, który przeprowadził trójstronne rozmowy z prezesami obu klubów. Choć rozmowy miały charakter zamknięty, to prezes Wisły Kraków Jarosław Królewski ujawnił, że jego vis-a-vis w Śląsku Wrocław przyznał podczas łączenia z prezesem Kuleszą, iż decyzja o niewpuszczeniu kibiców jest wynikiem nacisku ze strony kibiców Śląska. Informację o naciskach jako przyczynie potwierdził sam Kulesza w rozmowie z TVP Sport.
Jednocześnie PZPN nie zdecydował się zareagować, choć ma ku temu narzędzia. W toku trwającego ponad półtora sezonu bojkotu doszło do zmiany w przepisach, zgodnie z którą PZPN może przed meczem zweryfikować, czy zamknięcie sektora jest zasadne. Tego kroku nie podjęto. Centrala zapowiedziała tylko, że Śląsk może zostać ukarany po fakcie.
Biorąc pod uwagę uznaniowe stosowanie własnych przepisów przez PZPN, trudno przewidzieć komplet konsekwencji dzisiejszej decyzji.
