Madrytczycy przystępowali do swojego noworocznego meczu bez kontuzjowanego Kyliana Mbappe, którego miejsce w składzie zajął grający ostatnio "ogony" Gonzalo Garcia. Na Bernabeu przyjechał z kolei Betis, któremu komplet punktów dałby ogromny zastrzyk energii w walce o czołowe lokaty.
Sprawdź szczegóły meczu Real Madryt – Real Betis
Tylko jeden strzał do przerwy
Gospodarze musieli dotrzymać kroku prowadzącej w tabeli Barcelonie, więc nie dziwi, że już w 3. minucie Fede Valverde uderzał z dystansu obok słupka bramki gości. Choć nie udało się otworzyć wyniku, to pierwszy kwadrans był pokazem dominacji gospodarzy, którzy nie dopuszczali Verdiblancos do żadnej sytuacji.
Powinni prowadzić w 15. minucie, jednak Alvaro Carreras nie pokonał Alvaro Vallesa, a do tego spalił. Widownia na Bernabeu nie musiała roztrząsać tej sytuacji długo, ponieważ pięć minut później gol wreszcie padł. Rodrygo bił rzut rożny z lewej strony pola karnego, a przy dalszym słupku do chytrej główki wyskoczył Gonzalo Garcia.
21-latek kompletnie znikł z radarów po Klubowych Mistrzostwach Świata i widać było bardzo wyraźnie, jak wiele ma do udowodnienia. Nie było jednak czasu świętować, bowiem to Betis przejął kontrolę na ostatni kwadrans pierwszej odsłony. Wyrównanie nie przyszło, więc trener Pellegrini wprowadził dwie zmiany od 46. minuty.
Dwa szybkie ciosy i próba powrotu Betisu
Zanim Betis zdołał wrzucić wyższy bieg po przerwie, Gonzalo Garcia zadał drugi cios. W 50. minucie świetnie zgasił klatką piersiową piłkę od Valverde i huknął zza pola karnego perfekcyjnie pod słupek.
Niewiele później Betis był już na linach, ponieważ gospodarze wykorzystali jeszcze jeden stały fragment. Rodrygo wkręcił piłkę przed bramkę z narożnika, a Raul Asencio głową sprawił, że na tablicy pojawiło się 3:0. Dopiero tuż przed godziną bramkarz Betisu zaliczył pierwszą udaną interwencję przy celnym strzale, jednak Real następnie oddał inicjatywę.
Goście nie zwiesili głów mimo trzech straconych bramek i niewiele brakowało, a błyskawicznie wróciliby do gry o pełną pulę. Zaczęło się w 66. minucie, gdy Cucho Hernandez fantastycznie wyszedł do piłki posłanej z połowy boiska przez Aitora Ruibala, położył Courtoisa i Rudigera, by zdobyć bramkę dla gości.
Raptem dwie minuty później Rodrigo Riquelme był o włos od bramki kontaktowej, tym razem Courtois bronił. Zimną krew zachował też przy próbie Antony’ego w 70. minucie, ale na zbyt wiele pozwalała na tym etapie defensywa Realu.
Długo pachniało nerwami do ostatnich minut i wreszcie w 82. minucie fani Merengues mogli odetchnąć: Guler przyjął górną piłkę od Rudigera w polu karnym, sprytnie odegrał do Gonzalo Garcii, a ten kiwką skompletował swojego hat-tricka! O powrocie gości do gry nie było już mowy, więc Real do końca doliczonego czasu. I udało się jeszcze podbić wynik: do bramki trafił Garcia, tym razem Fran. Bernabeu mogło rozpocząć fetę jeszcze przed gwizdkiem.

