Fabinho jest na świecie najbardziej kojarzony z gry dla Liverpoolu, dla którego zagrał 219 razy we wszystkich rozgrywkach, wygrał Ligę Mistrzów i Premier League. Oczywiście spora część kibiców powinna kojarzyć go też z gry dla Monaco u boku Kyliana Mbappe czy Bernardo Silvy, gdy zespół z Księstwa zagrał w półfinale Champions League. W tym klubie Brazylijczyk zagrał jeszcze więcej, bo aż 233 mecze. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, że wcześniej wystąpił on w Realu Madryt.
Na początku lipca 2012 roku Fabinho trafił z Fluminense do portugalskiego Rio Ave. W Portugalii spędził jednak jedynie dwa tygodnie, bo odezwał się do niego Jorge Mendes, który wypożyczył go do Realu Madryt Castilla, czyli młodzieżówki Królewskich. Tam Fabinho grał na prawej obronie w zespole, w którym występował wtedy Alvaro Morata czy Lucas Vasquez.
Pod koniec sezonu Jose Mourinho stwierdził, że da Brazylijczykowi zadebiutować w pierwszym zespole. I znalazł się on w kadrze meczowej na spotkanie 36. kolejki La Liga z Getafe. W 76. minucie zmienił na boku obrony Fabio Coentrao i zagrał u boku Cristiano Ronaldo, Mesuta Ozila, Xabiego Alonso, Gonzalo Higuaina czy Angela Di Marii, któremu ówczesny 18-latek asystował nawet przy ostatnim golu spotkania na 6:2 dla gospodarzy na Santiago Bernabeu.
Po tamtym sezonie Fabinho wrócił jednak z wypożyczenia do Rio Ave, skąd został szybko wypożyczony do Monaco, gdzie spędził dwa lata, po czym klub z Księstwa wykupił go na stałe. Resztę tej historii możemy już kojarzyć.
„Pojechaliśmy do hotelu w Madrycie i kiedy spałem, ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałem przez wizjer i nie mogłem uwierzyć. To byli Mendes i José Mourinho! Byłem jeszcze w piżamie, nie do końca gotowy na ich spotkanie i nawet nie wiedziałem, co powiedzieć. Chciał mnie powitać. Byłem jeszcze trochę nieśmiały i nigdy nie sądziłem, że spotkam go w ten sposób" - wspominał po latach swoje szalone początki w Galacticos Brazylijczyk.
