Wiedząc, że zwycięstwo może dać miejsce w czołowej 24, Brugge rozpoczął spotkanie z impetem, zdobywając dwa gole już w pierwszych 11 minutach.
Aleksandar Stanković zagrał prostopadle do Mamadou Diakhona, który spokojnie umieścił piłkę w rogu bramki. Następnie Serb ponownie asystował, tym razem przy trafieniu Romeo Vermanta, który popisał się efektownym wolejem po odbiciu od słupka.
Diakhon, wyraźnie nastawiony na sprawianie kłopotów defensywie Marsylii, ponownie zagroził rywalom niedługo później, lecz po indywidualnej akcji Geronimo Rulli popisał się dobrą interwencją.
W tym czasie Mason Greenwood robił wszystko, by jeszcze przed przerwą dać swojej drużynie nadzieję, ale Simon Mignolet trzykrotnie zatrzymał jego próby.

Nic dziwnego, że trener Marsylii już na początku drugiej połowy zdecydował się na zmiany, wprowadzając między innymi lidera zespołu Pierre-Emericka Aubameyanga.
Ten niemal natychmiast mógł odmienić losy meczu, zmuszając Mignoleta do efektownej interwencji po mocnym strzale. Chwilę później Igor Paixao także został zatrzymany przez belgijskiego bramkarza, a goście wciąż nie potrafili znaleźć upragnionego gola.
W odpowiedzi Rulli obronił jeszcze groźny strzał Stankovicia, lecz przy kolejnej próbie nie miał już szans – Serb zdobył swoją szóstą bramkę w siedmiu występach, precyzyjnie uderzając w dolny róg.
To przesądziło o awansie Club Brugge, a Marsylia musiała już tylko liczyć na korzystne rozstrzygnięcia w Lizbonie.
Jednak po niesamowitym golu bramkarza Benfiki Anatolija Trubina w ostatniej minucie meczu z Realem Madryt, los Marsylii został przypieczętowany dosłownie w ostatnich sekundach tej niezwykłej ósmej kolejki na europejskich boiskach.
