Inter apelował przed tym meczem do swoich kibiców, by wspólnie stworzyć żywą ścianę i zatrzymać Bodo/Glimt. Problem Włochów polegał jednak na tym, że nie wystarczyło rywala zatrzymać – trzeba było wbić mu o co najmniej dwa gole więcej.
Sprawdź szczegóły meczu Inter Mediolan – Bodo/Glimt
45 minut bicia głową w mur
Wynik pierwszego starcia nakreślił scenariusz: Nerazzurri musieli napierać od początku i dokładnie to robili. Federico Dimarco już po dwóch minutach nabił głowę skaczącego Pio Esposito, który przestrzelił. Ten sam autor uderzał w 9. minucie, pierwszy raz testując Nikitę Haikina. Z kolei na początku 12. minuty Dimarco z niełatwej pozycji przymierzył pod poprzeczkę i wymusił świetną paradę bramkarza.
Norweski mur byłby bliski upadku w 14. minucie, ale Marcus Thuram zmarnował świetne prostopadłe podanie Zielińskiego – spalił i źle strzelił. Kolejne zagrożenie bramki Bodo/Glimt przyszło w 28. minucie: Frattesi głową szukał bliższego słupka, bramkarz go wyczuł. Przyszedł też strzał Piotra Zielińskiego w 33. minucie, jednak rakieta z dystansu minęła słupek.
Gdy Inter bił w mur, rywale zachowywali zimną krew. Mało tego, w 36. minucie Hauge posłał jadowitą główkę w kierunku bramki Sommera i Szwajcar bronił na raty. Koniec pierwszej połowy przyniósł jeszcze większą frustrację Włochów, którzy dwukrotnie domagali się karnego, a nie dostali nic.
Bodo (znów) pokazało, ile znaczy skuteczność
Po przerwie oglądaliśmy blisko kwadrans tego samego, tj. strzały Interu co parę minut, ale kompletnie bez efektu. Natomiast w 58. minucie doszło do incydentu, który uciszył San Siro momentalnie. Akanji na granicy pola karnego oddał piłkę Ole Blombergowi, który szybko huknął na bramkę. Wychodzący Sommer zatrzymał uderzenie, lecz piłka znalazła Jensa Pettera Hauge, który dobijał na pustą.
Teraz Inter musiał zdobyć aż trzy gole i trener Chivu zmienił trzech piłkarzy (w tym Zielińskiego). Akanji był o włos od rehabilitacji za koszmarny błąd, gdy w 69. minucie piłkę posłał w słupek. Jeśli mówi się o niewykorzystanych sytuacjach, że lubią się mścić, to w tym przypadku zemsta była bardzo słodka: w 72. minucie Hauge wypuścił Hakona Evjena za linię obrony, a ten z woleja posłał piłkę pod dalszy słupek na 2:0.
Z kązdą minutą uchodziła wiara i energia z piłkarzy miejscowych, którzy wydawali się nie mieć nadziei na odwrócenie losów meczu. Udało się ją rozpalić na nowo na kwadrans przed końcem. Po kopaninie przed bramką Bodo/Glimt Bastoni oddał strzał, a Haikin - jak wskazała technologia goal-line - łapał piłkę już za linią bramkową.
Gol kontaktowy to było jednak za mało. Na cichnącym i pustoszejącym stadionie ostatnie minuty upływały w atmosferze niedowierzania. Oto finalista ostatniej edycji Ligi Mistrzów kończy na barażach, przegrywając w dwumeczu 2:5 z debiutantami z Norwegii.

