Tottenham rozpoczynał ostatnią kolejkę na piątym miejscu i wydawało się, że idealnie wszedł w mecz z już wyeliminowanym Frankfurtem, gdy Xavi Simons dobił piłkę po odbiciu, jednak zawodnicy Spurs byli zaskoczeni decyzją sędziego, który nie uznał gola z powodu faulu w akcji poprzedzającej bramkę.
Po tym wczesnym ostrzeżeniu bramka Frankfurtu wciąż była pod ostrzałem w jednostronnej pierwszej połowie. Wilson Odobert trafił z dystansu w słupek, a chwilę później Simons nie wykorzystał nieudanego podania Kaua Santosa.
Spurs mogli tego żałować, bo w końcówce pierwszej połowy Hugo Larsson huknął w poprzeczkę, dając sygnał ostrzegawczy trenerowi Tottenhamu Thomasowi Frankowi przed przerwą.
Słowa Duńczyka przyniosły oczekiwany efekt, bo jego drużyna potrzebowała zaledwie dwóch minut po zmianie stron, by przełamać impas za sprawą dobrze znanego kibicom Frankfurtu zawodnika.
Simons posłał dalekie dośrodkowanie, które Cristian Romero zgrał głową w pole bramkowe, a Kolo Muani wykończył akcję przeciwko klubowi, w którym zdobył 26 bramek w 50 występach.

Wątpliwości co do wyniku zostały rozwiane w 77. minucie, gdy Dominic Solanke wykorzystał nieudane wybicie głową przez zawodnika Frankfurtu, wbiegł w pole karne i spokojnie pokonał Santosa.
Po drugiej stronie boiska Romero i spółka zachowali szóste czysty konto w fazie ligowej, a solidna postawa zapewniła im czwarte miejsce w tabeli. Gospodarze natomiast muszą pogodzić się z rozczarowującą 33. pozycją po zdobyciu zaledwie czterech punktów w ośmiu meczach.
