Polacy bardzo pewnie zaczęli spotkanie i szybko wyszli na dość komfortowe prowadzenie. W pierwszych piłkach meczu pewnie prezentował się polski atak z Bartłomiejem Bołądziem na czele, a do tego podopieczni Nikoli Grbicia pewnie zatrzymywali Słoweńców blokiem.
Ci jednak byli w stanie doprowadzić do remisu 14:14 i mogło zrobić się nerwowo. Wtedy jednak nastąpiła cała lawina punktów ze strony Polaków, w trakcie której na pierwszoplanową postać wyrastał Wilfredo Leon, który popisywał się kapitalnymi atakami, a także dołożył punkty bezpośrednio z serwisu. Rywale aż do końca pierwszej partii nie mieli nic do powiedzenia.
W drugiej odsłonie po raz kolejny Polacy wyszli na szybkie prowadzenie, a słoweński trener zdecydował się na przerwę już przy stanie 2:0. To pomogło, bo rywale odrobili straty i długo prowadzili wyrównaną grę, w której biało-czerwoni byli w stanie urwać się maksymalnie na dwa punkty.
W kluczowych piłkach Polacy zaczęli jednak dominować na parkiecie, a najważniejszą postacią zespołu w drugim secie był Tomasz Fornal. Świetnie spisywał się na przyjęciu, bombardował rywali serwisem oraz kończył ataki, nawet te sytuacyjne. Słoweńcy w dłuższej perspektywie nie mieli na to odpowiedzi i znowu przegrali partię nie mając w niej zbyt wiele do powiedzenia.
Trzeci set nie różnił się zbytnio od wcześniejszych - pierwsze piłki padły łupem Polaków po serii świetnych serwisów Leona i już od samego początku to biało-czerwoni dyktowali tempo.
Wraz z biegiem trzeciej odsłony spotkania Słoweńcy wyglądali na coraz bardziej bezradnych, a ich trener stopniowo zdejmował pierwszą szóstkę z parkietu, tak jakby chciał ją już przygotowywać do meczu o brązowy medal.
Polacy spokojnie grali swoją siatkówkę i czekali na piłki meczowe. Wygrali pierwszą z nich i mogą czekać na finałowego rywala.
