Thiago Silva został nowym numerem 3 w FC Porto i jest gotowy, by włączyć się w rytm lidera drużyny ligi portugalskiej, która ma siedem punktów przewagi nad Sportingiem, który zajmuje drugie miejsce.
W wywiadzie opublikowanym na oficjalnej stronie klubu brazylijski reprezentant wyraził ogromną radość z powrotu do Portugalii i FC Porto, po burzliwym wcześniejszym pobycie u Smoków, spowodowanym chorobą.
"To wyjątkowy moment w moim życiu. Chcę podziękować FC Porto i prezesowi za szansę powrotu i ponownego założenia tej koszulki. Za pierwszym razem nie miałem okazji zagrać w pierwszej drużynie i wystąpić w lidze, ale teraz jestem bardzo szczęśliwy i mocno zmotywowany tym powrotem" – powiedział.
"Myślę, że wiele rzeczy wpłynęło na moją pracę. Jedną z głównych była gruźlica, którą wykryto, gdy przyjechałem do Porto. Podczas treningów i meczów nie wiedziałem, co mi przeszkadza, by dawać z siebie wszystko, ale nie mogłem dobrze trenować, bardzo bolała mnie klatka piersiowa i głowa, a mimo to niczego nie zdiagnozowano. Odszedłem do Dinama Moskwa, tam zrobiono mi szereg badań, by znaleźć przyczynę silnego bólu w płucach i wykryto gruźlicę. Nie zrzucam odpowiedzialności na osoby z FC Porto, bo rzeczywiście nie byłem w najlepszej kondycji" – przyznał.
"Byłem bardzo chory, mówią, że rozegrałem 14 meczów, ale nie pamiętam, żebym zagrał aż tyle. Przeżyłem bardzo trudny okres, uważam, że to był jeden z najgorszych momentów w moim życiu, ale dzięki Bogu jestem tu, by zamknąć ten rozdział, który wcześniej nie został zakończony" – dodał.
Obrońca, który wyraził podziw dla Jorge Costy, przyznał, że rozważał nawet przedwczesne zakończenie kariery.
"2005 był jednym z najgorszych roków w moim życiu i karierze. Pojawił się wielki znak zapytania, czy jeszcze wrócę do gry w piłkę. Lekarze w Rosji chcieli operować moje płuco i gdyby do tego doszło, prawdopodobnie dziś nie byłoby mnie tutaj" – wyznał.
"W moim życiu pojawiło się kilku aniołów stróżów – Ivo Wortmann, moi agenci i rodzina – którzy sprawili, że przerwałem leczenie w Rosji i wróciłem do Porto, by dokończyć terapię i uzyskać drugą opinię. Potem specjalista powiedział mi, żebym się nie martwił, bo wrócę do gry. To mnie uspokoiło, ale jednocześnie dało mi wielką odpowiedzialność i cel, by pewnego dnia wrócić do Europy i grać na najwyższym poziomie" – stwierdził.
Odnosząc się do obecnej sytuacji w FC Porto, Thiago Silva podkreślił zwycięstwo nad Santa Clara i wyraził chęć wygrania Ligi Europy.
"Widziałem drużynę, która miała wszystkie atuty, by osiągnąć korzystny wynik, ale jednocześnie była świadoma, że nie będzie to łatwy rywal do pokonania. W Brazylii kilka miesięcy temu mówiło się o Vasco Matosie i od tego czasu zaczęliśmy bardziej śledzić jego pracę, więc wiedziałem, że to nie będzie łatwy mecz" – opowiadał.
"To było trudne spotkanie, ale uważam, że FC Porto bardziej zaangażowało się w grę i chciało zwyciężyć, dlatego zasłużyło na wygraną, mimo poważnego błędu bramkarza rywali, który czasem się zdarza w piłce nożnej".
"Ludzie często mi mówią, że nigdy nie wygrałem Ligi Europy. Tak się stało, bo nigdy nie grałem w tych rozgrywkach. W tym roku mam taką szansę, mam nadzieję, że rozegramy świetny sezon i w tej drugiej części utrzymamy wysoki poziom, bo uważam, że jeśli ktoś chce zajść daleko i zdobywać trofea, nie może zadowalać się jednym zwycięstwem" – podkreślił.
Na koniec obrońca wspomniał jeszcze o Fariolim i przyznał, że mimo 41 lat chciałby ponownie zagrać w reprezentacji Brazylii.
"Jestem bardzo szczęśliwy, że tu jestem, bardzo radosny, czuję się lekko. Gdy oglądam mecze w telewizji, to, co dzieje się po spotkaniu, świętowanie goli – rzadko widzi się taką drużynę. Jeśli spojrzymy na zdjęcia po meczu, widać, jakie emocje towarzyszą zespołowi".
"Uważam, że trener Farioli ma w tym ogromny udział. Gdybyśmy na koniec sezonu mogli nagrodzić sztab szkoleniowy tytułem, byłoby to niesamowite, bo śledzę karierę trenera i wiem, co przeszedł w Ajaksie, kiedy przegrał tytuł, który był już niemal pewny" – zaznaczył.
"Jestem jednym z głównych kapitanów reprezentacji Brazylii na Mistrzostwach Świata, to daje mi ogromną radość, ale nie w pełni, bo uważam, że zabrakło tej przysłowiowej wisienki na torcie, by wszystko dopełnić. Myślę, że ta droga jeszcze się nie skończyła, wciąż mamy szanse, ale na pewno dało mi to coś ekstra, co teraz chcę przekazać, by pomóc sztabowi, zawodnikom i kibicom znów świętować mistrzostwo kraju" – zakończył, mówiąc o reprezentacji Brazylii.
