Amerykanie w Seattle nie dali rady europejskiemu rywalowi. Dwa gole zdobył Charles De Ketelaere, kolejne bramki dołożyli Hans Vanaken i Romelu Lukaku, którzy wykorzystali błędy amerykańskiej defensywy.
Dla współgospodarzy oznaczało to gorzki koniec turnieju, mimo że za ich plecami stały nadzieje całego kraju na daleki awans w tych mistrzostwach świata.
Pochettino był szczery w swojej ocenie meczu, przyznał, że jego drużyna nie zaprezentowała poziomu, którego oczekiwali. Jednocześnie podkreślił, że nie ma powodu, by zrzucać winę na aferę wokół Baloguna.
Napastnik AS Monaco został przywrócony do zespołu mimo czerwonej kartki w wygranym meczu z Bośnią i Hercegowiną w 1/16 finału, gdyż komisja dyscyplinarna FIFA zdecydowała, że otrzyma tylko zawieszenie w zawieszeniu i kara nie zostanie wykonana od razu.
Pochettino powiedział: "Myślę, że dziś nie byliśmy wystarczająco dobrzy, nie musimy szukać kolejnych wymówek" - przyznał i dodał: "Dziś nie byliśmy tą drużyną, którą byliśmy na turnieju. To bardzo zły dzień dla wszystkich, ale musimy zaakceptować, że takie rzeczy się zdarzają, na mistrzostwach świata nie ma drugiej szansy. Odpadliśmy, musimy to przyjąć".
Mimo porażki zespołu, Pochettino uważa, że pod jego wodzą nastąpił wyraźny postęp, ale zapytany, czy poprowadzi drużynę także podczas kolejnych mistrzostw świata za cztery lata, nie był konkretny.

Występ USA na MŚ uznał za sukces. "Poprawa czy rozwój to nie jest tak, jakby siedzieć w rakiecie i lecieć w górę. Rok temu, przed Gold Cupem, nikt nie wierzył, że zagramy z Belgią, jednym z faworytów mistrzostw świata".
Kontrakt Pochettino wygasa z końcem lipca, ale według mediów ma już na stole propozycję nowej umowy do 2030 roku. "Teraz wszyscy musimy odpocząć, porozmawiać i wtedy zobaczymy, jaka decyzja zapadnie ze strony federacji. Jestem tutaj zadowolony, zbudowaliśmy dobre relacje (z federacją). W najbliższych tygodniach możemy rozpocząć rozmowy, jeśli federacja będzie tego chciała" - rozważał.
Afera wokół Baloguna rzuciła duży cień na jego zespół, ale Pochettino nie uważa, by miało to wpływ na wynik. Powiedział jednak, że zawiedli go ci, którzy chcieli zamienić sportową sprawę w polityczną aferę.
"Jestem bardzo sfrustrowany ludźmi, którzy mieszają różne sprawy. W tej sytuacji nie wpłynęło to na nasz występ, to nie jest wymówka" - stwierdził stanowczo. "Ale przepisy pozwalają federacji, by zawodnik mógł zagrać. Moim zadaniem jest trenować drużynę, a jeśli masz do dyspozycji takiego piłkarza jak Balogun, wystawiasz go" - dodał.
