W poniedziałkowe popołudnie obecny zarząd Cracovii "odpalił bombę", zarzucając Elżbiecie Filipiak de facto działanie na szkodę klubu i konflikt interesów przy transakcji z czerwca zeszłego roku. Cracovia sprzedała wówczas tereny na Cichym Kąciku i – wg pisma cytowanego przez wiceprezesa Murata Colaka – tereny przejęła Filipiak za ok. 10,6 mln zł, podczas gdy ich wartość to 33,3 mln zł.
Zarzuty są bardzo poważne i wdowa po byłym właścicielu Cracovii odpiera je w swoim oświadczeniu przesłanym do Interii. Wskazuje jedną kluczową rozbieżność: "przedmiotem transakcji nie była nieruchomość należąca do Klubu, lecz prawo użytkowania do roku 2050 gruntu stanowiącego własność Gminy Kraków wraz z budynkami".
Te słowa, wprost wyjęte z jej oświadczenia przesłanego do Interii, stoją jednak w sprzeczności z komunikatem samej Cracovii z 30 czerwca 2025. W nim klub informuje o "sprzedaży nieruchomości", nie prawa do użytkowania gruntu. Tak wskazuje poniższy wpis "Pasów" w mediach społecznościowych (został tylko on, bowiem pełna publikacja została później usunięta ze strony Cracovia.pl).
Filipiak przekonuje, że nie tylko miasto Kraków pozostaje właścicielem terenu, ale też został on sprzedany po wartości rynkowej. "Kwota transakcji była kilkukrotnie wyższa od wskazywanej na konferencji i obejmowała prawo użytkowania gruntu wraz z budynkami oraz poniesionymi nakładami" – pisze dalej była prezes Cracovii.
Zanim Filipiak przechodzi do klasycznej w tej sytuacji groźby pozwu sądowego za dalsze naruszanie jej dobrego imienia, ma propozycję dla obecnych władz klubu: "Jeżeli zarząd Cracovii jest rzeczywiście zainteresowany wykorzystaniem tej nieruchomości na cele Klubu, zamiast publikowania oszczerczych komunikatów, oczekuję formalnej oferty, która pokryje koszty przeze mnie poniesione i zagwarantuje jej wykorzystywanie na cele sportowe i rekreacyjne do roku 2050".
Trzeba wspomnieć, że Elżbieta Filipiak w oświadczeniu nie odnosi się w żaden sposób do drugiego zarzutu Murata Colaka. Chodzi o przeznaczenie środków z transakcji na bieżące funkcjonowanie klubu zamiast – jak deklarowała Cracovia w chwili sprzedaży – na rozbudowę klubowej akademii.
Wsparcie z drugiej strony Błoń
Poniedziałkowe wystąpienie wiceprezesa krakowskiego klubu było jednym z dziwniejszych, jakie oglądaliśmy w historii Ekstraklasy. Zanim jeszcze Elżbieta Filipiak publicznie odpowiedziała na zarzuty, w jej obronie stanął Jarosław Królewski, właściciel i prezes Wisły Kraków. We wpisie w mediach społecznościowych opisywał dokonania rodziny Filipiaków, przechodząc do oceny poniedziałkowej konferencji:
"Aż tu nagle wpada na konferencję dwóch sepleniących no-namów z karierami, które z takim cv zapewne nie pozwoliłby objąć stanowiska project managera w Comarchu, którzy zarzucają Ci wszystko co najgorsze. Plując Ci w twarz, pomawiając - i reprezentując ludzi, którzy pewnie mieli zamiar kupić każdy klub Ekstraklasy i nie tylko. Robisz z kibiców klubu idiotów odwołując się do patetycznych słów o sercu, przywiązaniu i etyce" - pisze Królewski.
