26 marca reprezentacja Polski w pierwszym meczu barażowym podejmie Albanię na PGE Narodowym. To zespół, z którym biało-czerwoni mierzyli się w 2023 roku w eliminacjach mistrzostw Europy. W Warszawie wygrali 1:0, jednak w rewanżu w Tiranie ulegli 0:2.
"Na pewno nie będzie to łatwy mecz. We wcześniejszych latach mieliśmy okazję grać z tym rywalem i nie były to łatwe spotkania. Dużym plusem jest to, że zagramy u siebie. Kibice na Stadionie Narodowym będą dla nas ogromnym wsparciem. Jestem już po drugiej stronie, ale cały czas wspieram chłopaków i im kibicuję. Życzę im jak najlepiej, żeby awansowali na mistrzostwa świata, bo chyba wszyscy o tym marzymy" – powiedział PAP Błaszczykowski.
Jeśli Polacy wygrają z Albanią, to 31 marca zmierzą się na wyjeździe z Ukrainą lub Szwecją w meczu, który zdecyduje o tym, kto awansuje na mundial.
"Najpierw trzeba się skupić na tym pierwszym kroku i dobrze go wykonać, a nie myśleć o tym, co dalej. Takie zawsze było moje podejście, gdy grałem w piłkę. To najważniejsze. Zobaczymy, z kim przyjdzie nam grać w drugim meczu. Myślę, że mamy tyle jakości, żeby poradzić sobie i ze Szwecją, i z Ukrainą. Oczywiście, stracimy atut własnego boiska, natomiast nie zmienia to faktu, że kibice zawsze wspierają reprezentację i są z nią nawet, gdy gra na wyjeździe. Myślę, że to też jest istotne" – podkreślił były piłkarz.
W lipcu 2025 roku selekcjonerem reprezentacji Polski został Jan Urban. Przejął zespół, który był rozbity po porażce z Finlandią w Helsinkach (1:2) oraz wskutek konfliktu trenera Michała Probierza z Robertem Lewandowskim. Pod wodzą Urbana drużyna narodowa rozegrała sześć meczów i wciąż jest niepokonana.
"Atmosfera wokół reprezentacji się poprawiła i wyniki też. To dobry prognostyk. Myślę, że dla trenera teraz najważniejsze jest to, żeby wygrać dwa mecze barażowe i awansować do MŚ" – dodał były kadrowicz.
W tegorocznym mundialu po raz pierwszy zagra 48 zespołów, w tym kilka egzotycznych, jak Haiti, Uzbekistan, Jordania czy Republika Zielonego Przylądka. W związku z tym pojawiły się obawy o poziom meczów podczas turnieju w Kanadzie, USA i Meksyku.
"Nie jestem zwolennikiem tego, żeby zwiększać liczbę drużyn uczestniczących w MŚ. Po pierwsze dlatego, że mecze stracą na atrakcyjności. Po drugie, patrząc z perspektywy byłego piłkarza, cały czas są dokładane kolejne spotkania. My nie jesteśmy maszynami, tylko ludźmi. Zwracam uwagę, że to może odbić się negatywnie na zdrowiu zawodników" – zauważył.
Na szerokie piłkarskie wody Błaszczykowski wypłynął w barwach Wisły Kraków, z którą zdobył mistrzostwo Polski. Później przeszedł do Borussii Dortmund. Następnie występował w Fiorentinie i Wolfsburgu. W lutym 2019 roku wrócił pod Wawel i grał tam do końca kariery. Zmagająca się z problemami finansowymi i organizacyjnymi "Biała Gwiazda" spadła z ekstraklasy w 2022 roku. Od kilku lat próbuje wrócić do krajowej elity. W tym sezonie radzi sobie doskonale i po rundzie jesiennej wyraźnie prowadzi w 1. lidze.

"Na razie sytuacja jest obiecująca, natomiast jeszcze nikt mając 43 punkty, nie awansował do ekstraklasy. Jeszcze sporo meczów przed nami i dużo punktów do zdobycia. Pierwsza połowa sezonu w wykonaniu Wisły była naprawdę dobra, ale trzeba jeszcze wyjść na "drugą połowę" i udowodnić swoją jakość. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy" – powiedział.
Zimą najgłośniejszym transferem polskiego piłkarza jest jak dotychczas przejście 17-letniego Oskara Pietuszewskiego z Jagiellonii Białystok do FC Porto za 10 mln euro. W portugalskim klubie powstało polskie trio, gdyż duet środkowych obrońców „Smoków” tworzą Jan Bednarek i Jakub Kiwior. Błaszczykowski również doświadczył takiej sytuacji, gdyż w Borussii grał razem z Łukaszem Piszczkiem i Robertem Lewandowskim.
"Fajnie, gdybyśmy zapomnieli o trio z Borussii i częściej mówili o tym z FC Porto. Wydaje mi się, że to przemyślany ruch. Życzę Oskarowi, żeby się rozwijał i grał na miarę swoich możliwości. Widać, że ma ogromny talent. Natomiast musi wykonać jeszcze wiele pracy. Myślę, że przeskok z ekstraklasy do ligi portugalskiej będzie duży i pojawią się trudniejsze momenty. Głęboko wierzę jednak, że sobie poradzi, bo pokazał, że drzemie w nim wielki potencjał. Trzymam kciuki, żeby pokazał go w klubie, a w przyszłości również w reprezentacji" – zaznaczył.
Błaszczykowskiego pod koniec kariery często prześladowały kontuzje i ostatecznie przestał grać profesjonalnie w piłkę w wieku 37 lat, choć niektórzy piłkarze z jego rocznika (1985) kontynuują karierę na wysokim poziomie. Cristiano Ronaldo jest najlepszym strzelcem w Al-Nassr Rijad i wciąż występuje w reprezentacji Portugalii, a Luka Modrić gra w Milanie i reprezentacji Chorwacji.
"Nie żałuję, że wtedy zakończyłem karierę. Cieszę się bardzo, że przez tyle lat mogłem biegać za piłką, dlatego podchodzę do tego ze spokojem. Zawsze robiłem wszystko na 100 procent, dlatego nie mam takich myśli, że czegoś żałuję, bo znam też swój organizm i wiem, że doszedłem już do granicy. Zrobiłem tyle, ile mogłem" – podsumował Błaszczykowski, który w reprezentacji Polski rozegrał 109 meczów, zdobywając 21 bramek, i uczestniczył w trzech wielkich turniejach: mistrzostwach Europy 2012 w Polsce i na Ukrainie oraz 2016 we Francji, a także mistrzostwach świata 2018 w Rosji.
