Światło czerwone: Smutne derby
Komentowanie takich wydarzeń to naprawdę nic przyjemnego, ale niestety wydarzenia z Radomia przyćmiły wszelkie pozostałe negatywne kwestie.
Kibic z sektora VIP wtargnął na murawę i zaatakował piłkarza. Drugi z pseudofanów cisnął na murawę butelką, która poważnie zraniła pracownika Korony Kielce. Co więcej, została ona rzucona z... sektora rodzinnego. Ukarany za te wydarzenia będzie oczywiście Radomiak, ale według doniesień w tej sytuacji to wynajęta ochrona nie dopilnowała swoich obowiązków.
Żeby nie przesadzać - szarpaniny wśród zawodników czy sztabów zdarzają się wszędzie i na największych scenach, wystarczy przypomnieć poniedziałkowe derby Katalonii między Gironą a Barceloną. Tu jednak wszystko zabrnęło za daleko. Szkoda, bo wszyscy chcielibyśmy, aby w Polsce poprawiała się nie tylko jakość stadionów i całej infrastruktury, ale także poziom kibicowania i forma wspierania zawodników. A że Goncalo Feio nie utrzymał nerwów na wodzy? Umówmy się, że wobec powyższego to naprawdę niska szkodliwość czynu. Ale żeby zakończyć pozytywnie, wierzę, że w końcu będzie tylko normalnie.
Światło pomarańczowe: Błąd goni błąd
Na wstępie warto pogratulować Widzewowi pierwszego zwycięstwa w tym roku, jednak od razu musimy przyznać, że na wynik miały wpływ błędne decyzje sędziego. Zaczęło się od niesłusznej żółtej kartki dla Wiktora Nowaka, który zawinił tym, że porusza ręką w trakcie biegu, trafiając na wyjątkowo wrażliwego Marcela Krajewskiego. Jak się okazało, coś ze swoją górną kończyną musi zrobić także Marcus Haglind-Sangre, gdyż spadająca na nią futbolówka oznacza rzut karny.
Co więcej, ten sam zawodnik musi również uważać na ręce graczy rywali, ponieważ uderzony łokciem ma za zadanie szybko się otrząsnąć, a nie domagać się rzutu karnego. To smutne, że w dobie VAR-u i powtórkach możliwych do obejrzenia natychmiast na dowolnym urządzeniu wciąż zdarzają się takie mecze. Mecze, bo przecież to nie był jeden przypadek, a cała seria krzywdzących Wisłę Płock decyzji.
Światło zielone: Dzielni Biało-Zieloni
Jak należy walczyć do końca mimo wszelkich przeszkód, boiskowych i spoza murawy, pokazuje Lechia Gdańsk. Drużyna trenera Johna Carvera odwróciła wynik w Lublinie, wygrywając czwarty z ostatnich pięciu meczów. Biało-Zieloni mają w tym sezonie na koncie już dziewięć zwycięstw, czyli tyle co Raków, a więcej niż Wisła Płock (!).
Marzeniem kibiców jest oczywiście utrzymanie drużyny, ale z taką formą mogą liczyć na coś więcej. Z kolei włodarze z księgowymi liczą, że połączenie efektowności z efektywnością pozwoli zapełnić przepiękny stadion w Gdańsku w większych proporcjach niż 1/4. Sam wiem jedno - gdybym akurat kręcił się w Trójmieście, to na liście rozrywek na pewno zapisałbym sobie spotkanie Lechii. Emocji i goli tam nie brakuje.

