Światło czerwone. AVARia?
Jednym z wielu hitów tej kolejki miały być derby Trójmiasta. Zwłaszcza że mierzyli się ze sobą nie tylko odwieczni rywale, ale także drużyny zajmujące sąsiednie miejsce w tabeli i walczące o utrzymanie w lidze. Zapowiadało się całkiem dobrze, od fantastycznego gola Oskara Kubiaka - nastolatka, który jeszcze niedawno występował na trzecim poziomie rozgrywkowym w Sokole Kleczew.
Później wciąż było świetnie, w końcu Lechia zanotowała kapitalny powrót do gry, doprowadzając do wyniku 2:2. Jak to zwykle bywa w takich spotkaniach, gorąco było nie tylko na murawie i trybunach, ale także na ławkach trenerskich. Sędziowie musieli wielokrotnie upominać członków obu sztabów, ale to nie może usprawiedliwiać ich wielkiego błędu z 74. minuty. Wówczas rezerwowy Vladislavs Gutkovskis został sfaulowany w polu karnym przez Bujara Pllanę, jednak karnego się nie doczekał. A to była sytuacja, która mogła rozstrzygnąć spotkanie i mieć duże znaczenie w kontekście dalszej gry w Ekstraklasie.
Światło pomarańczowe. Samobóje dwa
Po thrillerze we Florencji kibice zacierali ręce na spotkanie w Białymstoku, co sugerował choćby fakt wyprzedania wszystkich biletów już kilka dni przed starciem. W końcu Legia to marka, którą zawsze warto pokonać, nie umniejsza temu nawet jej obecne miejsce w tabeli. Jagiellonia była bardzo blisko zrealizowania tego celu i to w dość spektakularny sposób, kiedy już po 22. minutach wygrywała 2:0. Jednak w identycznym stylu straciła prowadzenie, strzelając dwa gole samobójcze.
Fani na trybunach mogli czuć się wyjątkowo zawiedzeni, bo przecież oba dreszczowce zakończyły się jednak niekorzystnie. O ile z odpadnięciem w Lidze Konferencji można się pogodzić (choć tym bardziej można żałować bramek straconych u siebie), to z brakiem pokonania słabej w tym sezonie drużyny z Warszawy już o wiele trudniej. A kolejne spotkanie z Lechią zapowiada się równie pasjonująco, w końcu jedna z najbardziej bramkostrzelnych drużyn zmierzy się z zespołem, który jak dotąd stracił ich najwięcej w lidze.
Światło zielone. Widowisko przy Bułgarskiej
Ostatnie lata w naszej Ekstraklasie to między innymi zacięta rywalizacja między Lechem Poznań a Rakowem Częstochowa. Mecz ten kolejki między tymi drużynami był jej kwintesencją i wspaniałym widowiskiem dla polskich kibiców. A jeśli oglądali go fani zza granicy, to liczba wyświetleń skrótów czy całych meczów poza naszym krajem z pewnością wzrośnie.
Wynik sugeruje, że teoretycznie można by zganić obie drużyny za słabą postawę w defensywie. Kto jednak widział spotkanie, docenił przede wszystkim fakt, że zarówno podopieczni Nilsa Frederiksena jak i zawodnicy Łukasza Tomczyka zaprezentowali kunszt w ofensywie. Było wszystko, łącznie z magiczną bramką Iviego Lopeza w samo okienko z rzutu rożnego. Oby tak wyglądała nasza liga, oby każda kolejka dostarczała tylu wydarzeń wartych 1,5 godziny patrzenia na boisko czy w ekran.

