Po wygranym przez Koronę 2:0 piątkowym spotkaniu na stadionie w Radomiu doszło do gorszących zajść. Na boisku pojawiły się nieuprawnione osoby, a jedna z nich zaatakowała piłkarza Korony Tamara Svetlina. Ponadto z sektora rodzinnego rzucono dwie butelki. Jedna z nich trafiła w głowę dyrektora marketingu Korony Michała Siejaka.
Sprawcy obu sytuacji zostały zidentyfikowane i ukarane, jednak Korona - a zwłąszcza sam Siejak - podkreślali, że incydentów było znacznie więcej, po prostu nie wszystkie skończyły się równie skandalicznie.
Poza zakazami nałożonymi przez klib, obu sprawców czeka postępowanie sądowe. 47-letniemu mężczyźnie, który rzucił butelką, prokuratura postawiła zarzuty dotyczące naruszenia przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych oraz spowodowania uszczerbku na zdrowiu osoby poszkodowanej, za co grozi kara od 4,5 miesiąca do 5 lat pozbawienia wolności.
Wysoka grzywna, zakaz i zamknięcie trybuny
Wydarzeniami na radomskim stadionie zajęła się także Komisja Ligi, która na środowym posiedzeniu podjęła decyzję ukaraniu Radomiaka grzywną w wysokości 200 tysięcy złotych. Ponadto radomscy kibice otrzymali zakaz wyjazdowy na cztery kolejne mecze z Koroną Kielce. Zabraknie ich więc na derbach w Kielcach w czterech kolejnych sezonach.
Zamknięto także na dwa spotkania sektor rodziny, ale wykonanie tej kary zawieszono na rok. Kara zostanie odwieszona w przypadku kolejnych incydentów. Ponadto Komisja Ligi zobowiązała Radomiaka do przeprowadzenia do końca audytu organizacji i bezpieczeństwa imprez masowych.
Feio z karą zawieszenia na pięć meczów
Z konsekwencjami dyscyplinarnymi mierzy się nie tylko klub Ekstraklasy, ale też jego trener. Goncalo Feio w trakcie meczu zobaczył czerwoną kartkę od sędziego, ale teraz karę zaostrzono: obejmuje ona aż pięć meczów zawieszenia (co w tym wypadku jest karą minimalną). Trener miał mówić do arbitrów - co potwierdzają nagrania - że ktoś im zapłacił. Stawianie zarzutów korupcyjnych to poważne przewinienie.
Nie tylko Portugalczyk odpocznie od prowadzenia drużyny piłkarskiej, ale musi też zapłacić karę w wysokości 20 tys. zł.
