Jedyny poniedziałkowy mecz 20. kolejki PKO BP Ekstraklasy rozpoczął się wyraźnie lepiej dla Wisły Płock, która zasygnalizowała swoje aspiracje celnym strzałem w niezbyt widowiskowym kwadransie otwarcia. Gliwiczanie odgryzali się niecelnymi próbami Barkouskiego czy Chrapka, ale nie byli w stanie faktycznie postraszyć Leszczyńskiego przez długi czas.
Sprawdź szczegóły meczu Piast Gliwice - Wisła Płock

Mało tego, po upływie 30 minut wydawało się, że gol dla Wisły jest już nieunikniony. Długotrwała okupacja pola karnego Piasta osiągnęła punkt kulminacyjny w 37. minucie: Zan Rogelj najpierw dał się zatrzymać Plachowi, potem ustrzelił poprzeczkę, a dobitka Sekulskiego została jakimś cudem wybita z linii bramkowej przez Twumasiego.
Można stwierdzić przy pewnym uproszczeniu, że gospodarze najgorsze przetrwali i w drugiej połowie wyglądali zdecydowanie lepiej. Nie tylko mieli wyraźną przewagę w rozgrywaniu piłki – do tego akurat zespół Mariusza Misiury przyzwyczaił rywali – ale też pojawiały się szybsze ataki zakończone strzałem.
W 60. minucie Lewickiego zatrzymał na raty Leszczyński, ale 10 minut później bramkarz był kompletnie zaskoczony, gdy Jorge Felix przyjął piłkę od Vallejo i z 13 metrów posłał ją po ziemi do siatki. Swoją okazję miał też Oskar Leśniak w 77. minucie – obronioną – a Jakub Czerwiński po rzucie wolnym powinien był lepiej główkować i byłoby bezpieczne 2:0.
Choć drugi gol ostatecznie nie padł, do padła Wisła Płock, która pozostawała niepokonana w Ekstraklasie od połowy września! Zespół z Mazowsza stracił szansę na pierwsze miejsce w ligowej tabeli, za to Piast już po raz trzeci w tej kampanii notuje drugą wygraną z rzędu i bezpiecznie rozsiada się w środku tabeli. Do strefy pucharowej ma już bliżej (5 pkt) niż do spadkowej (6 pkt).

