Wisła Płock chciała przerwać koszmarną serię czterech porażek z rzędu. Nie mogło być lepszej okazji, w końcu przyjechała do Płocka gdyńska Arka, która na wszystkich tegorocznych wyjazdach tylko raz ugrała punkt, wszystkie inne mecze przegrywała.
Sprawdź szczegóły meczu Wisła Płock – Arka Gdynia
Może wciąż z nikim nie wygrali w delegacji, ale w poniedziałek Arkowcy zaczęli świetnie, od ataku i szybkiego strzału Oskara Kubiaka nad bramką gospodarzy. Właśnie on z Jakubczykiem nadawali ton grze gości od początku meczu, choć Wisła stopniowo zaczęła sobie radzić z wyhamowaniem ich zapędów.
Niestety, zęby Nafciarzy też były stępione i Arka przetrwała pierwsze 20 minut. Spróbowała wkrótce wyprowadzić swój cios, gdy Jakubczyk znalazł Gutkovskisa, a ten uderzył z ostrego kąta. Leszczyński bronił ciałem i po chwili odetchnął, bowiem dobitka Kerka poszła w boczną siatkę. VAR analizował jeszcze rękę Marcina Kamińskiego przy tej próbie, ale przyznano rację piłkarzowi: nie miał gdzie z tą ręką uciec.
Ostatni kwadrans pierwszej połowy należał już wyraźnie do miejscowych. W 31. minucie wślizg Kocyły zatrzymał groźną okazję Daniego Pacheco, po 40 minutach Rogelj nie "dokręcił" piłki pod dalszy słupek po efektownym rajdzie. Jeszcze Said Hamulić zdążył skiksować po świetnym dośrodkowaniu, zanim w czasie doliczonym Wiktor Nowak po świetnym wejściu w pole karne posłał piłkę obok słupka.
Fani w Płocku musieli odczuwać niedosyt, który po przerwie szybko przerodził się w przerażenie. Już w 46. minucie Gutkovskis uderzał nad bramką, a w 50. minucie Sebastian Kerk świetnie wrzucił piłkę przed bramkę, gdzie nabiegł pod nią Dawid Kocyła i otworzył wynik.
"Nafciarze" zaczęli dokręcać śrubę beniaminkowi, tyle że zamknięcie rywala w jego tercji nie dawało efektów. Mało tego - nie tylko w ofensywie pojawiały się blędy, ale i w obronie. Po godzinie Karamarko wślizgiem zupełnie nieoczekiwanie wyłożył piłkę Gutkovskisovi, ten ruszył sam na sam i po minięciu Leszczyńskiego podwoił prowadzenie Arki. Płocczanie byli pod ogromną presją, która wydawała się tylko pętać im nogi. Dodatkowo na 20 minut przed końcem gospodarze domagali się karnego po zagraniu ręką, bez efektu.
Niecelne strzały czy ataki przerwane stratami spotykały się z gwizdami i nerwowymi okrzykami z trybun, tymczasem Gdynianie mogli już tylko spokojnie czekać na okazję z kontry. I doczekali się: w 73. minucie Karamarko znów się machnął, a strzał Rusyna końcem ręki sparował na słupek Leszczyński. Rusyn próbował jeszcze drugi raz (nad bramką) zanim w 82. minucie dobił gospodarzy perfekcyjną główką!
Przy pustoszejących trybunach Wisła próbowała bezradnie choćby otworzyć swój dorobek bramkowy, lecz to nie był jej mecz. Nawet pod koniec doliczonego czasu kolejne zagranie ręką (przy ciele) nie dało im jedenastki, a Marcjanik wybił nad bramką ostatnią próbę miejscowych. Piąta porażka z rzędu oznacza, że Wisła ma taki sam dystans do drugiego miejsca, co... do strefy spadkowej. Arka z kolei ucieka spod topora i ponownie wpycha na gorące miejsca Legię.

