Sobota z Ekstraklasą: Dublet Colaka ratuje Legię, Ishak zapewnia wygraną. Jaga liderem tabeli

Zaktualizowany
Sobota z Ekstraklasą
Sobota z EkstraklasąPAP/Jarek Praszkiewicz

Sobota z Ekstraklasą rozpoczęła się w Gdyni, gdzie mierzyły się dwie drużyny z dołu tabeli. Legia w końcówce uratowała remis, ale pozostaje w strefie spadkowej. W kolejnym meczu Jagiellonia pokonała Motor Lublin i awansowała na fotel lidera. Dzień zakończyliśmy w Zabrzu, gdzie wicelider Górnik poległ z mistrzem Polski – Lechem Poznań.

Górnik Zabrze – Lech Poznań (0:1) 

Goście spotkania podrażnieni dwoma porażkami z rzędu nie zamierzali czekać i od razu ruszyli do ofensywy. Co prawda pierwszy celny strzał w meczu już w piątej minucie oddał Josema, ale później inicjatywę przejęli już zawodnicy Nilsa Frederiksena i szybko objęli prowadzenie. Precyzyjne dośrodkowanie z rzutu rożnego trafiło do Mikaela Ishaka, który celnym uderzeniem głową zanotował 11. trafienie w tym sezonie ligowym.

Gospodarze natychmiast zareagowali na straconą bramkę, rozpoczynając poszukiwanie szans na wyrównanie. Tuż przed upływem pół godziny gry pojedynek z Antonio Miliciem wygrał Sondre Liseth, ale ostatecznie skuteczną interwencją zatrzymał go Bartosz Mrozek.

Bramkarz Kolejorza musiał zachowywać czujność także po zmianie stron. Strzał Maksym Khlana minął bramkę, próba Kamila Lukoszka została zablokowana, ale już uderzenie Patrika Hellebranda sprawiło mu sporo trudności. Z kolei po drugiej stronie boiska umiejętności Marcela Łubika sprawdził Luis Palma.

W ostatnim fragmencie tempo spotkania spadło, za to nie brakowało agresji. Sędzia musiał kilkukrotnie uspokajać piłkarzy obu drużyn, a żółte kartki zobaczyli Leo Bengtsson oraz Robert Gumny. W końcówce meczu na murawie pojawił się Paweł Bochniewicz, rozgrywając pierwsze minuty od momentu powrotu do Górnika.

Statystyki meczu Górnik Zabrze - Lech Poznań
Statystyki meczu Górnik Zabrze - Lech PoznańFlashscore

Podopieczni Michala Gasparika w końcówce postawili wszystko na jedną kartę, ale to goście byli bliżej podwyższenia prowadzenia. Po świetnej akcji Pablo Rodrigueza do siatki mógł trafić Yannick Agnero, jednak piłkę na linii bramkowej zablokował Rafał Janicki. Ostatecznie Lech mimo uporu Trójkolorowych utrzymał korzystny wynik i odniósł pierwsze zwycięstwo w tym roku, awansując przy tym na siódme miejsce w tabeli.

Jagiellonia Białystok – Motor Lublin (4:1)

Mecz lepiej zaczęli goście, którzy już w 2. minucie mogli objąć prowadzenie. Fabio Ronaldo z lewej strony zbiegł do środka, po jego strzale z linii pola karnego piłka odbiła się od Andiego Pelmarda i po tym rykoszecie uderzyła w słupek. Pięć minut później Sławomir Abramowicz wybił na rzut rożny niezły strzał Ivo Rodriguesa.

Od tego momentu przewagę zaczęła uzyskiwać Jagiellonia, która już nie tylko utrzymywała się dłużej przy piłce, ale zaczęła zagrażać bramce Motoru. W 9. min w dobrej sytuacji znalazł się Jesus Imaz, ale jego strzał zdołał zablokować w swoim polu karnym Marek Bartos. W 13. min gospodarze objęli prowadzenie; z rzutu wolnego dośrodkował Bartłomiej Wdowik, strzał głową Imaza obronił Ivan Brkić, ale nie zdołał utrzymać piłki w rękach, a dobitka Afimico Pululu była skuteczna.

W tej fazie mecz był szybki, obie drużyny starały się konstruować akcje bramkowe. W 19. min spotkanie zostało jednak na kilka minut przerwane, gdy boisko zostało zadymione po użyciu rac na trybunie fanów Jagiellonii, a piłkarze zeszli do szatni.

Po tej wymuszonej przerwie tempo gry nieco siadło i choć to Jagiellonia dłużej miała piłkę, goście wyrównali. W 31. min po dośrodkowaniu Rodriguesa, Mbaye N’Diaye strzałem głową z bliska pokonał Abramowicza. Ten sam zawodnik powinien dać Motorowi tuż przed przerwą prowadzenie, ale jego uderzenie bramkarz Jagiellonii zdołał obronić.

Drugą połowę znowu lepiej zaczęli goście i przez kilkanaście minut mieli przewagę. W 54. min, przy niezłym strzale Bartosza Wolskiego, dobrze interweniował Abramowicz.

W 61. min Imaz z dwóch metrów uderzył nad bramką i długo kręcił głową z niedowierzaniem, że przestrzelił w takiej sytuacji. W 65. min wprowadzony po przerwie Samed Bazdar dobrze uderzył głową, ale na swojej linii bramkowej skutecznie interweniował Sergi Samper.

Gospodarze rozstrzygnęli spotkanie w ostatnim kwadransie gry. W 72. min, po akcji Imaza i Pululu, pierwszego gola w barwach Jagiellonii zdobył Bazdar. Dwie minuty później sytuacji sam na sam z bramkarzem Motoru nie wykorzystał Bartosz Mazurek, ale niedługo potem Imaz pokazał, jak należy takie sytuacje kończyć, zdobywając gola technicznym uderzeniem nad interweniującym Brkicem.

Wynik ustalił w doliczonym czasie gry kapitan Białostoczan Taras Romanczuk, trafiając głową do bramki gości.

Meczowi towarzyszyło tzw. Święto Ultry. To tradycja białostockich kibiców związana z pierwszym spotkaniem Jagiellonii u siebie w nowym roku. Kilka godzin przed meczem z Motorem fani białostockiej drużyny spotkali się w centrum miasta, by wspólnie przejść pieszo na stadion.

Statystyki meczu Jagiellonia Białystok - Motor Lublin
Statystyki meczu Jagiellonia Białystok - Motor LublinFlashscore

Przed meczem minutą ciszy uczczono pamięć tych kibiców klubu, którzy już odeszli, a piłkarze z Białegostoku zagrali w okolicznościowych, czarno-czerwonych strojach, nawiązujących do historii powstania Jagiellonii. 

Arka Gdynia – Legia Warszawa (2:2)

W Gdyni mierzyły się dwa zespoły z dołu tabeli. Arka przed tym meczem znajdowała się tuż nad strefą spadkową, natomiast w niej wciąż znajduje się Legia Warszawa. Dla podopiecznych Dawida Szwargi był to pierwszy mecz w tym roku, bo w poprzednim tygodniu zostało przełożone ich spotkanie z Radomiakiem. Goście natomiast źle weszli w rozgrywki po zimowej przerwie, bo przegrali w debiucie Marka Papszuna 1:2 przed własną publicznością z Koroną Kielce. 

Mecz rozpoczął się kilka minut później z powodu dymu, który unosił się nad murawą. Nieco popsuł się też plan trenera Arki na to spotkanie, ponieważ chciał zaskoczyć Legię ustawieniem na dwóch napastników, ale na rozgrzewce problemy zdrowotne zgłosił Vladislavs Gutkovskis i nie wyszedł w pierwszym składzie. Pierwszy kwadrans stał pod znakiem chaosu na murawie. Gospodarze mieli problem z wyprowadzeniem piłki, a rywale z tworzeniem okazji, najgroźniej było po strzale z dystansu Bartosza Kapustki. W 20. minucie podopieczni Marka Papszuna powinni prowadzić. Świetne podanie posłał Damian Szymański, piłkę przyjął Vahan Bichakhchyan, ale uderzył w dogodnej sytuacji nad bramką. 

Arka wyszła na prowadzenie w 26. minucie. Legia ponownie dała sobie strzelić gola po stałym fragmencie gry. Piłkę z rzutu rożnego zagrał Sebastian Kerk, defensywa "Wojskowych", a w szczególności Kamil Piątkowski, była bardzo bierna, co wykorzystał Michał Marcjanik, który głową z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce. Legia mogła odpowiedzieć w 40. minucie, ponownie z dystansu próbował Kapustka, ale piłkę do boku zdołał sparować Damian Węglarz. Do przerwy gospodarze prowadzili 1:0. 

Druga połowa mogła rozpocząć się świetnie dla Arki, bo Nazariy Rusyn wygrał pojedynek z Bartoszem Kapustką w środku boiska, przeprowadził samotny rajd w pole karne, ale przegrał ten pojedynek z fatalną murawą w Gdyni i uderzył bardzo źle.

W 56. minucie groźny strzał z dystansu oddał Ermal Krasniqi, ale jego uderzenie głową podbił Marcjanik i był rzut rożny, który fatalnie rozegrała Legia, fatalne podanie zanotował Krasniqi, który zagrał prosto do Kerka, ten wyprowadził kontrę, podał do Rusyna, ten poradził sobie z obrońcami i tym razem dobrym strzałem umieścił piłkę w siatce.

Warunki w drugiej połowie były trudne, padał śnieg, co nie pomagało zawodnikom. W 63. minucie na plac gry wszedł Gutkovskis, który zgłosił problem przed meczem i nie wyszedł w pierwszym składzie. Legia swoich okazji szukała dalej po strzałach z dystansu. W 78. minucie probował Jakub Żewłakow, ale Węglarz spokojnie złapał piłkę.

Goście strzelili gola kontaktowego w 90. minucie, a do siatki trafił Antonio Colak, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego. Krasniqi miał na nodze piłkę meczową na nodze, obronił ten strzał Węglarz, ale był rzut rożny, a po nim Antonio Colak ponownie trafił do siatki i dał Legii remis. Przy obu golach Colaka asystował Krasniqi. 

Arka była blisko triumfu, ale musi zadowolić się tylko remisem i nie "odskoczyła" w tabeli. Legia pozostanie w strefie spadkowej. 

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen