Widzew Łódź – Lech Poznań (20:15)
Piast Gliwice – Zagłębie Lubin (17:30)
Korona Kielce – Bruk-Bet Termalica (2:1)
W pierwszym sobotnim meczu 24. kolejki PKO BP Ekstraklasy znajdująca się w środku tabeli Korona Kielce podejmowała ostatni w tabeli Bruk-Bet. Obie drużyny nie są w najlepszej formie. Scyzory przegrały dwa ostatnie mecze ligowe z Lechem i Motorem, a podopieczni Marcina Brosza wciąż czekają na triumf w 2026 roku.
Długo czekaliśmy na otwarcie wyniku w Kielcach, ale mimo to emocji nie brakowało. Bardzo aktywny od samego początku był Mariusz Stępiński i w 14. minucie mógł wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, ale świetnie przy jego strzale głową z najbliższej odległości interweniował Adrian Chovan.
Kilka minut później Andrzej Trubeha znakomitym podaniem uruchomił Ivana Durdova, ale Chorwat w dogodnej sytuacji nie trafił w światło bramki. Gospodarze byli groźniejsi i dopięli swego w 44. minucie meczu. Piłkę z rzutu rożnego dośrodkował Wiktor Długosz, przedłużył ją Sotiriu, ta odbiła się od Marcela Pięczeka i wpadła do siatki. Dobić próbował ją jeszcze Mariusz Stępiński, ale zrobił to już za linią bramkową. Do przerwy było 1:0.
Gospodarze poszli za ciosem w na początku drugiej części gry. Sędzia Karol Arys zarządził rzut sędziowski, który został bardzo dobrze rozegrany. Najpierw z linii pola karnego uderzał Slobodan Rubezic, jego uderzenie odbił Chovan, ale przy dobitce Sotiriu był już bez szans, co dało Koronie wynik 2:0.
Goście bardzo szybko odpowiedzieli na to trafienie. Sytuacja była długo analizowana przez VAR, ale ostatecznie gol nie został uznany, ponieważ Morgan Fassbender, który kilkanaście sekund wcześniej wszedł na murawę, był na minimalnym spalonym.
Bruk-Bet poszedł za ciosem i tym razem już zgodnie z przepisami trafił do siatki. Składną akcję beniaminka wykończył Ivan Durdov i jeszcze było ciekawie w Kielcach.
Ostatnia drużyna w tabeli dominowała w ciągu ostatnich trzydziestu minut meczu, szukała gola wyrównującego, ale gospodarze skutecznie się bronili i zdołali utrzymać wynik, mimo że czasami była to obrona dość rozpaczliwa. Najważniejsze dla nich jest jednak to, że po raz pierwszy od końcówki września wygrali na swoim obiekcie.
