Legia Warszawa - Wisła Płock (2:1)
Podopieczni trenera Marka Papszuna zdawali sobie sprawę, że limit wpadek w lidze został już wyczerpany, dlatego w derbowym meczu z Wisłą od razu ruszyli do ofensywy. Najpierw celny strzał oddał Mileta Rajović, który ma sporo do udowodnienia kibicom. Legia wciąż napierała i wkrótce osiągnęła swój cel. W 23. minucie po dynamicznej akcji Ermal Krasniqi posłał płaskie dośrodkowanie przed bramkę. Rafał Leszczyński przy próbie interwencji wypuścił piłkę z rąk, a natychmiast dopadł do niej Rafał Adamski, zdobywając swoją pierwszą bramkę w barwach nowego zespołu.
W kolejnej fazie inicjatywę przejęli rywale, którzy wyczuli swoją szansę po nerwowych interwencjach gospodarzy w defensywie. Ostatecznie jednak obrońcy mogli liczyć na interwencje również debiutującego w drużynie Otto Hindricha, który zatrzymał m.in. niebezpieczny strzał Giannisa Niarchosa.
Podopieczni Mariusza Misiury nie odpuszczali także po zmianie stron, a ich starania przyniosły efekt kwadrans przed końcem, kiedy do siatki trafił Wiktor Nowak. Drużyna z Płocka nadal przeważała i zamierzała pójść za ciosem, ale to Wojskowi strzelili drugiego gola. W 83. minucie spod opieki obrońców uciekł Kacper Chodyna i strzałem bez przyjęcia wykończył precyzyjne dogranie rezerwowego Arkadiusza Recy, zapewniając drużynie piątą wygraną w tym sezonie.
Legia przerwała zatem serię 12. meczów bez wygranej, choć wciąż balansuje na krawędzi strefy spadkowej. Było to także pierwsze zwycięstwo trenera Papszuna na ławce drużyny z Warszawy. Z kolei Wisła zanotowała trzecią porażkę z rzędu.
Górnik Zabrze - Pogoń Szczecin (0:1)
Pierwsze minuty tej rywalizacji należały do zawodników Górnika. Dość powiedzieć, że w pierwszych 8 minutach meczu piłkarze gospodarzy dwukrotnie obili obramowanie bramki. I dwukrotnie zrobił to Maksym Chłań, który najpierw w jednej z akcji trafił w słupek, by po chwili uderzyć piłką w poprzeczkę. Na pierwszą groźną akcję Pogoni czekaliśmy do 20. minuty rywalizacji, kiedy Grosicki zdecydował się na rajd po prawej stronie boiska, jednak jego dogranie w pole karne nie było dokładne. W kolejnych minutach tempo meczu się uspokoiło i ostatecznie do końca pierwszej odsłony nie oglądaliśmy już więcej groźnych sytuacji. Warto podkreślić, że Pogoń w pierwszej połowie nie zdołała oddać ani jednego strzału w kierunku bramki Górnika, co jasno obrazuje dyspozycję Portowców podczas tej rywalizacji.
W drugiej połowie Górnik nadal przeważał. W 49. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Jarosław Kubicki, ale strzelił nad bramką z 13 metrów. W kolejnych minutach obraz gry się nie zmienił - Pogoń miała duże problemy, by sforsować obronę Górnika, a gospodarze... bili głową w mur. Pierwszy strzał ekipy ze Szczecina miał miejsce w 71. minucie, ale Łubik bez problemu poradził sobie ze strzałem Aliego. W ostatnim kwadransie na boisku królował chaos. Obie drużyny próbowały coś stworzyć pod bramką przeciwnika, ale za każdym razem brakowało dokładności w decydujących momentach akcji. W 86. minucie Josema zablokował ręką strzał Ulvestada. Arbiter po analizie VAR wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Fredik Ulvestad, który bez problemu zmylił Łubika i dał swojej drużynie prowadzenie. Do końca meczu wynik już się nie zmienił i Pogoń mimo naprawdę słabej gry w tym spotkaniu, finalnie zgarnęła trzy punkty w Zabrzu.
Raków Częstochowa - Bruk-Bet Termalica Nieciecza (1:0)
Raków od początku spotkania narzucił Termalice swój styl gry. Gospodarze mocno ruszyli do ataku i przejęli inicjatywę nad wydarzeniami boiskowymi. Pierwszą dobrą sytuację stworzyli sobie jednak goście, którzy w 9. minucie mieli świetną szansę. Uderzenie Durdova trafiło w Racovitana, a piłka po strzale poszybowała tuż obok słupka bramki "Medalików". W 13. minucie Raków stworzył sobie pierwszą dogodną okazję, ale strzał z blisk Ameyawa został zablokowany na linii bramkowej. W 27. minucie powinno byż już 1:0 dla Rakowa. Brunes po zamieszaniu w polu karnym znalazł się w świetnej okazji, jednak fatalnie skiksował z czterech metrów i znakomita okazja do zdobycia gola została w spektakularny sposób zaprzepaszczona. Raków mimo niepowodzeń w poprzednich akcjach nadal kontrolował wydarzenia na boisku i groźnie atakował. W 42. minucie gospodarze w końcu dopięli swego. Kubica skiksował w polu karnym, przez co piłka trafiła pod nogi Ivi Lopeza, który przytomnym uderzeniem nie dał szans bramkarzowi gości na skuteczną interwencję, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie tuż przed przerwą.
Druga połowa wyglądała podobnie jak pierwsza - Raków miał optyczną przewagę i dłużej utrzymywał się przy piłce. Pierwsza klarowna okazja padła jednak łupem gości. Po dośrodkowaniu piłki z rzutu rożnego Kubica w 58. minucie meczu był bliski pokonania Zycha, ale ten świetnie interweniował. W kolejnych minutach tempo meczu nieco spadło, a my oglądaliśmy głównie walkę w środkowej części boiska. Piłka meczowa miała miejsce w 89. minucie, kiedy Jimenez znalazł się w niezłej pozycji tuż przed polem karnym, ale jego uderzenie poszybowało tuż obok słupka. Więcej okazji już nie oglądaliśmy i finalnie Raków po przeciętnym spotkaniu pokonał ligowego beniaminka 1:0, dopisując do swojego konta pierwsze zwycięstwo w 2026 roku.
