Widzew Łódź – Lech Poznań (2:1)
Spotkanie rozgrywane na stadionie w Łodzi rozpoczęło się spokojnie, a nieznaczną przewagę w pierwszym kwadransie mieli gospodarze. Strzały Przemysława Wiśniewskiego oraz Lukasa Leragera przeleciały jednak obok bramki.
Następnie inicjatywę przejęli goście i szybko udokumentowali to golem. W 24. minucie Veljko Ilić zdołał zatrzymać uderzenie z pola karnego Leo Bengtssona, ale po chwili był już bez szans. Gisli Thordarson wykorzystał doskonałe podanie Timothy’ego Oumy i po minięciu Steve Kapuadiego potężnym strzałem pod poprzeczkę otworzył wynik starcia.
Goście nie cieszyli się jednak z prowadzenia zbyt długo. Tuż po upływie pół godziny gry piłkę w polu karnym przejął Fran Alvarez i precyzyjnym strzałem pokonał Bartosza Mrozka, doprowadzając do wyrównania.
Gospodarze poszli za ciosem i chwilę po zmianie stron zdobyli drugą bramkę. Tym razem do siatki trafił Emil Kornvig, który dopadł do piłki odbitej w polu karnym i pięknym uderzeniem w kierunku dalszego słupka zachwycił miejscowych kibiców.
Zawodnicy "Kolejorza" ruszyli do odrabiania strat, a trener Niels Frederiksen starał się pomóc zespołowi, wprowadzając na boisko m.in. Mikaela Ishaka czy Ali Gholizadeha. Defensywa Widzewa stawiała jednak skuteczny opór, utrzymując korzystyny wynik do samego końca. Ekipa z Łodzi dzięki zwycięstwu w debiucie nowego szkoleniowca wydostała się ze strefy spadkowej, z kolei Lech zmarnował szansę na dogonienie prowadzącego Zagłębia. "Miedziowi" pozostaną zatem liderem co najmniej do następnej kolejki.

Piast Gliwice – Zagłębie Lubin (1:3)
Goście zaczęli rok od domowej porażki z GKS Katowice 0:2, ale potem zdobyli 10 punktów w czterech spotkaniach, co pozwoliło im awansować na pozycję wicelidera. Gliwiczanie w minionej kolejce pokonali na wyjeździe Cracovię 3:2. W ekipie gospodarzy nie mógł wystąpić w sobotę ofensywny pomocnik Quentin Boisgard, którego z gry wyeliminowała kontuzja.
W pierwszym kwadransie kibice mogli swobodnie rozkoszować się piękną, wiosenną pogodą, bowiem na boisku niewiele się działo. Częściej atakował Piast, jednak bez zagrożenia bramki rywali. W 19. minucie interweniować musiał za to golkiper Gliwiczan Frantisek Plach, broniąc końcami palców strzał głową Marcela Reguły.
Drużyna trenera Daniela Myśliwca odpowiedziała na to golem. Z autu wyrzucił piłkę Patryk Dziczek, a z narożnika pola karnego po ziemi uderzył Grzegorz Tomasiweicz. Jasmin Burić nie miał szans.
Radość sympatyków gospodarzy nie trwała długo. W pole karne Piasta dośrodkował Reguła, o piłkę powalczył Jesus Diaz, a na strzał zdecydował się Josip Corluka i było 1:1.
Potem do przerwy więcej akcji ofensywnych przeprowadził zespół z Gliwic, ale tylko płaskie uderzenie Leandro Sanki sprawiło problemy Buriciowi.
Po zmianie stron Gliwiczanie mieli dwie niezłe okazje do zdobycia gola, niecelnie jednak z bliska strzelali German Barkowskij i Jorge Felix. Konkretniejsi byli przyjezdni. Po dośrodkowaniu Adama Radwańskiego obrońcy Piasta nie upilnowali Damiana Michalskiego, który głową pokonał Placha.
Gliwiczanie ruszyli do przodu, ponownie bez efektu. Burić obronił dwa strzały Oskara Leśniaka, Andreas Katsantonis spudłował z kilku metrów.

Kropkę na i postawili w 89. minucie dwaj rezerwowi Zagłębia. Jakub Sypek przejął piłkę na środku boiska, idealnie podał Michailisowi Kosidisowi, a Cypryjczyk nie zmarnował okazji sam na sam z bramkarzem. Lubinianie wygrali i po końcowym gwizdku świętowali ze swoimi kibicami awans na fotel lidera.
Korona Kielce – Bruk-Bet Termalica (2:1)
W pierwszym sobotnim meczu 24. kolejki PKO BP Ekstraklasy znajdująca się w środku tabeli Korona Kielce podejmowała ostatni w tabeli Bruk-Bet. Obie drużyny nie są w najlepszej formie. Scyzory przegrały dwa ostatnie mecze ligowe z Lechem i Motorem, a podopieczni Marcina Brosza wciąż czekają na triumf w 2026 roku.
Długo czekaliśmy na otwarcie wyniku w Kielcach, ale mimo to emocji nie brakowało. Bardzo aktywny od samego początku był Mariusz Stępiński i w 14. minucie mógł wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, ale świetnie przy jego strzale głową z najbliższej odległości interweniował Adrian Chovan.
Kilka minut później Andrzej Trubeha znakomitym podaniem uruchomił Ivana Durdova, ale Chorwat w dogodnej sytuacji nie trafił w światło bramki. Gospodarze byli groźniejsi i dopięli swego w 44. minucie meczu. Piłkę z rzutu rożnego dośrodkował Wiktor Długosz, przedłużył ją Sotiriu, ta odbiła się od Marcela Pięczeka i wpadła do siatki. Dobić próbował ją jeszcze Mariusz Stępiński, ale zrobił to już za linią bramkową. Do przerwy było 1:0.
Gospodarze poszli za ciosem w na początku drugiej części gry. Sędzia Karol Arys zarządził rzut sędziowski, który został bardzo dobrze rozegrany. Najpierw z linii pola karnego uderzał Slobodan Rubezic, jego uderzenie odbił Chovan, ale przy dobitce Sotiriu był już bez szans, co dało Koronie wynik 2:0.
Goście bardzo szybko odpowiedzieli na to trafienie. Sytuacja była długo analizowana przez VAR, ale ostatecznie gol nie został uznany, ponieważ Morgan Fassbender, który kilkanaście sekund wcześniej wszedł na murawę, był na minimalnym spalonym.
Bruk-Bet poszedł za ciosem i tym razem już zgodnie z przepisami trafił do siatki. Składną akcję beniaminka wykończył Ivan Durdov i jeszcze było ciekawie w Kielcach.
Ostatnia drużyna w tabeli dominowała w ciągu ostatnich trzydziestu minut meczu, szukała gola wyrównującego, ale gospodarze skutecznie się bronili i zdołali utrzymać wynik, mimo że czasami była to obrona dość rozpaczliwa. Najważniejsze dla nich jest jednak to, że po raz pierwszy od końcówki września wygrali na swoim obiekcie.
