Spotkanie w Kielcach miało dwa zupełnie inne oblicza, co podkreślili obaj szkoleniowcy podczas konferencji prasowej. Frederiksen nie krył zadowolenia z postawy swojej drużyny w pierwszej części meczu. "Uważam, że pierwsza połowa, którą dzisiaj rozegraliśmy, była po prostu fantastyczna. To było prawdopodobnie nasze najlepsze 45 minut w tym sezonie" – ocenił szkoleniowiec gości.
Według niego poznaniacy prezentowali wysoki poziom zarówno z piłką przy nodze, jak i w grze defensywnej, co przełożyło się na dwubramkowe, w pełni zasłużone prowadzenie do przerwy.
Zupełnie inne nastroje panowały w obozie gospodarzy. Jacek Zieliński otwarcie przyznał, że klasa rywala była tego dnia decydująca. "Porażka, która zawsze boli. Trzeba sobie jednak powiedzieć, że Lech był zespołem lepszym pod względem piłkarskim. Miał więcej jakości i ta jakość zadecydowała o wyniku" – stwierdził trener Korony
Pierwszą połowę w wykonaniu kieleckiego zespołu określił jako słabą, dodając, że „Kolejorz” przyspieszał grę w wybranych momentach, a jego piłkarze nie byli w stanie temu skutecznie przeszkodzić.
Trener Zieliński zauważył, że jego podopieczni wyszli na mecz zbyt bojaźliwie i nie realizowali nakreślonego planu. - "Niektórych chłopaków nie poznawałem i to zresztą powiedziałem im w przerwie w szatni. Gdybyśmy zrealizowali to, co sobie założyliśmy, to ten mecz by wyglądał inaczej" – relacjonował szkoleniowiec.
Jako jeden z głównych problemów wskazał "złe otwieranie akcji od tyłu". Zamiast realizować założenia, ciężar rozgrywania spadł na Kostasa Sotiriou, co było "wodą na młyn" dla Lecha, który bez trudu "neutralizował takie ataki i wyprowadzał groźne fazy przejściowe".

Kolejnym mankamentem, na który zwrócił uwagę Zieliński, jest brak umiejętności rozegrania dwóch równych połów na własnym stadionie. Porównał ten mecz do spotkania z Zagłębiem Lubin, gdzie Korona miała lepszą pierwszą połowę, a słabszą drugą – tym razem sytuacja była odwrotna, co ponownie nie przyniosło punktów jego drużynie.
Druga połowa przyniosła zmianę dynamiki spotkania, co zapoczątkował gol kontaktowy Mariusza Stępińskiego po rzucie rożnym w 54. min. Frederiksen przyznał, że bramka na 1:2 wpłynęła na pewność siebie jego piłkarzy. "Trochę zaczęliśmy się wahać w chwilach, kiedy Korona podchodziła pod nas wyżej wysokim pressingiem. Trochę się te nogi trzęsły nam przez pewien fragment meczu" – zauważył trener Lecha.
Dodał, że mimo chwilowej dekoncentracji i optycznej przewagi Korony, poznaniacy zdołali podjąć walkę i dowieźć zwycięstwo do końca. Podkreślił, że dla jego zespołu był to mecz wymagający również pod względem logistycznym, gdyż w czwartek drużyna rozgrywała w Lidze Konferencji spotkanie w Finlandii, po którym nastąpiła długa podróż. Z tego powodu Frederiksen szczególnie chwalił swoich zawodników za wytrwałość w końcowej fazie kieleckiego starcia, która dała jego drużynie trzecie kolejne zwycięstwo w polskiej ekstraklasie.
Po tej wygranej Lech awansował na drugie miejsce w tabeli (35 punktów), Korona z dorobkiem o pięć "oczek" mniejszym jest ósma.
W następnej kolejce (28 lutego) Korona zagra na wyjeździe z Motorem Lublin, a Lech dzień później podejmie na własnym boisku częstochowski Raków.
