Obie drużyny ostatnio mogły być zadowolone z wyników, ale w poniedziałek to Zagłębie było o krok od ligowej czołówki przed meczem zamykającym 22. kolejkę Ekstraklasy.
Sprawdź szczegóły meczu Lechia Gdańsk – Zagłębie Lubin

Gospodarze czarują publiczność skutecznością w ofensywie, ale na boisku w Gdańsku czary zaczęły się po stronie "Miedziowych": już po minucie Alex Paulsen musiał bronić w sytuacji sam na sam, gdy Jesus Diaz dopadł do piłki pomiędzy obrońcami. Golkiper był górą, za to Kolumbijczyk ledwo minutę później świętował asystę, gdy jego miękka wrzutka trafiła wprost na głowę Grzybka, który od poprzeczki umieścił piłkę w bramce.
Diaz powinien do asysty dołożyć gola już w 19. minucie, obsłużony przez Szabo na 12. metrze. Kolumbijczyk nie trafił dobrze w piłkę – jakby był zdziwiony, że ze sporej odległości Węgier tak dobrze dograł. Sam Szabo moment później próbował z dystansu – to Zagłębie wciąż miało inicjatywę.
Lechia potrafiła szybko, nawet błyskawicznie przenieść piłkę pod pole karne gości, jednak ataki rozbijały się o obroną jeden za drugim. Tomas Bobcek miewał wokół siebie dwóch, trzech, a nawet pięciu rywali i nie mógł się przebić. Co gorsza – w 27. minucie Rodin próbował wybijać głową, a posłał piłkę pod nogi Marcela Reguły. Ten ułożył sobie piłkę i z 18 metrów wpakował piłkę pod słupek na 2:0.
Ostatni kwadrans wyglądał coraz lepiej w wykonaniu Lechii, a Jasmin Burić sprawił prezent Bobckowi, kiksując przy próbie wykopu. Słowak szukał loba, ale Bośniak zdołał się zrehabilitować. Wreszcie, w 45. minucie Bobcek doszedł do niezłej okazji po świetnym dograniu Neugebauera. Niestety, odchylony posłał piłkę poza bramkę.
Po powrocie do gry Lechia zafundowała rywalom istny szkwał – tylko w jednej akcji Miedziowi musieli blokować aż cztery strzały. Po kolejnych atakach kibice Lechii byli pewni, że VAR przyzna im rzut karny, lecz przed faulem na Neugebauerze ten był na spalonym. Gdy wybiła godzina, sam tylko Bobcek miał już pięć strzałów na koncie, a wciąż kręcił głową, że nie wchodzi.
Zagłębie czekało na swoją okazję, by wyprowadzić trzeci cios. Świetną okazję zmarnował Jesus Diaz i z jednym niecelnym strzałem w drugiej połowie goście weszli w ostatnie 10 minut. W tym czasie Lechia oddała 10 strzałów w samej tylko drugiej połowie, bijąc głową w mur. Nawet siedem doliczonych minut nie dało ulgi kibicom z Gdańska, którzy opuszczali stadion w poczuciu niewykorzystanej okazji.

