Brentford – Arsenal 1:1
Gunners czekała kolejna trudna próba przeciwko Brentfordowi, który coraz wyraźniej wyrasta na poważnego kandydata do gry w europejskich pucharach. Po zwycięstwie Manchesteru City nad Fulham dzień wcześniej, podopieczni Artety byli pod presją i rozpoczęli mecz wyjątkowo nerwowo.
David Raya musiał naprawiać swoją nieudaną interwencję świetną obroną po strzale głową Igora Thiago z bardzo bliskiej odległości. Gospodarze prezentowali się z piłką bardzo pewnie, a Dango Ouattara miał pecha, bo jego mocne dośrodkowanie z prawej strony nie znalazło adresata.
Arsenal z czasem się otrząsnął i przez dłuższy czas utrzymywał piłkę w okolicach pola karnego Brentfordu, ale pierwszej połowy nie będzie wspominał dobrze – do przerwy nie oddał ani jednego celnego strzału.
Tylko mecz Wolverhamptonu z Brentfordem w grudniu przyniósł w tym sezonie Premier League mniej pierwszych strzałów w pierwszej połowie niż cztery, które padły w tym spotkaniu. Zespół Artety chciał szybko odnaleźć skuteczność i po godzinie gry otworzył wynik.

Piero Hincapie posłał z lewej strony świetne dośrodkowanie do Madueke, który urwał się Rico Henry'emu i głową pokonał Caoimhina Kellehera. Brentford dobrze zareagował na straconą bramkę – najpierw Keane Lewis-Potter po rzucie rożnym główkował obok bramki.
Dziesięć minut po golu Madueke gospodarze doprowadzili jednak do wyrównania. Sepp van den Berg przedłużył charakterystyczny długi wrzut z autu Michaela Kayode, a Lewis-Potter głową skierował piłkę do siatki przy dalszym słupku.
Obie drużyny w końcówce walczyły o zwycięstwo, a najlepszą okazję na rozstrzygnięcie miał Gabriel Martinelli, jednak Gunners nie wykorzystali tej szansy. Ostatecznie drużyny podzieliły się punktami, co dodatkowo komplikuje Kanonierom walkę o tytuł.
Ten rezultat z pewnością cieszy podopiecznych trenera Pepa Guardioli, którzy tracą do Arsenalu już tylko cztery punkty. Brentford natomiast utrzymuje dobrą formę w walce o europejskie puchary i pozostaje na siódmym miejscu, dwa punkty za Liverpoolem.
