Mimo ulewnego deszczu, spotkanie rozpoczęło się w szybkim tempie dla Aston Villi, która szukała dopiero drugiego zwycięstwa w dziewiątym ligowym meczu na stadionie Molineux.
Sprawdź szczegóły meczu Wolves - Villa
Goście mieli kilka "półsytuacji", z których najgroźniejsza to uderzenie z woleja Douglasa Luiza wprost w Jose Sa, a po drugiej stronie Toti Gomes uderzał niecelnie. Morgan Rogers również sprawdził czujność bramkarza Wolves, ale im bliżej końca pierwszej połowy, tym gra stawała się bardziej chaotyczna. Gospodarze schodzili do szatni bez gola już w dziewiątym kolejnym meczu Premier League.
Po przerwie gospodarze zaprezentowali się znacznie lepiej i wykorzystali rozkojarzenie Villi, by objąć niespodziewane prowadzenie w 60. minucie. Adam Armstrong próbował opanować dośrodkowanie od Jacksona Tchatchouy, ale zamiast tego zgrał piłkę pod nogi nadbiegającego Joao Gomesa, który potężnym strzałem pod poprzeczkę otworzył wynik dla gospodarzy.
Villa zgodnie z przewidywaniami szybko odzyskała inicjatywę, a Ian Maatsen był bliski wyrównania, gdy z kilku metrów uderzył wprost w Sa.
Gospodarze jednak walczyli do końca, broniąc prowadzenia i nie przestając szukać kolejnych bramek, nawet po tym, jak Tammy Abraham został zatrzymany na linii bramkowej przez Yersona Mosquerę w ostatnich sekundach spotkania. Przy praktycznie ostatnim kopnięciu meczu Wolves wyprowadzili kontrę, którą wykończył Rodrigo Gomes, trafiając do siatki po obrocie w polu karnym.
Dzięki temu zwycięstwu Wolves zmniejszają stratę do bezpiecznej strefy do 14 punktów. Szanse na utrzymanie wciąż są iluzoryczne, zwłaszcza że wszyscy rywale mają dwa mecze zaległe. Villa natomiast może w ten weekend stracić trzecią pozycję i w najbliższych tygodniach czeka ją poważna presja w starciach z goniącymi Manchesterem United i Chelsea.

