Jedna z dwóch długich serii bez zwycięstwa miała dziś dobiec końca na południowym wybrzeżu. Wydawało się, że to Brighton zakończy swoją sześciomeczową passę bez wygranej w Premier League, gdy już w pierwszych 10 minutach gospodarze myśleli, że objęli prowadzenie.
Sprytne podanie Yasin Ayariego za linię obrony uwolniło Charalamposa Kostoulasa, który znalazł się za plecami Lucasa Piresa. Napastnik Mew posłał piłkę do siatki przy dalszym słupku, ale sędzia uznał, że w akcji tej był na spalonym.
Brighton od początku wywierało ogromną presję, a najlepszą okazję w pierwszej połowie zmarnował niepilnowany Lewis Dunk, który z ośmiu metrów głową posłał piłkę nad poprzeczką.
Wydawało się, że to tylko kwestia czasu, aż Brighton obejmie prowadzenie. Tak też się stało tuż przed upływem pół godziny gry. Dynamiczny rajd Georginio Ruttera prawą stroną zakończył się tym, że piłka trafiła pod nogi Diego Gomeza. Jego strzał został zablokowany, ale futbolówka wróciła do Ruttera, który mocnym uderzeniem pokonał bezradnego Martina Dubravkę.
Burnley w całej pierwszej połowie oddało tylko jeden celny strzał. Powinien on zakończyć się wyrównaniem, gdy po rajdzie Piresa lewą stroną jego uderzenie obronił nogami Bart Verbruggen.

W przerwie Scott Parker zapewne uczulał swoich piłkarzy, by jak najdłużej utrzymali się w grze. Ten plan legł jednak w gruzach już po dwóch minutach drugiej połowy, gdy Ayari przejął bezpańską piłkę i precyzyjnym strzałem umieścił ją w dalszym rogu bramki.
Parker szybko dokonał trzech zmian, próbując rozpaczliwie odwrócić losy spotkania. Jedna z nich niemal przyniosła efekt, gdy strzał głową Louma Tchaouny został wybity z linii bramkowej przez Ferdiego Kadıoğlu.
Patrząc na to, że Burnley przegrywało 0:2, głównym celem zespołu wydawała się obrona dwubramkowej straty, co najlepiej pokazuje, w jak trudnej sytuacji znajduje się obecnie drużyna Parkera.
Miłym akcentem w przeciętnej drugiej połowie był powrót Pascala Grossa na stadion AMEX. Poza tym to Brighton dominowało i tymczasowo awansowało na ósme miejsce w tabeli.
Burnley wciąż traci sześć punktów do bezpiecznej pozycji, a przed zespołem trudna seria spotkań. Sytuacja nie wygląda dla niego najlepiej.
