Carrick objął stanowisko tymczasowego menedżera United do końca sezonu po tym, jak Ruben Amorim został zwolniony w styczniu.
Były pomocnik United odrodził swój klub, wygrywając trzy kolejne mecze z Manchester City, Arsenalem i Fulham, dzięki czemu United awansował na czwarte miejsce w Premier League.
Przed sobotnim starciem z Tottenhamem 44-letni Carrick stanowczo zaznaczył, że United nie powinien podejmować szybkiej decyzji dotyczącej nowego menedżera, zwłaszcza po wielu nieudanych wyborach w ostatnich latach.
"Szczerze mówiąc, nic się nie zmieniło. To nie wpłynie na to, co robię ani na moje podejście. Doskonale zdaję sobie sprawę z roli, jaką tu pełnię, i z odpowiedzialności, która na mnie spoczywa" – powiedział dziennikarzom.
"Chcemy osiągać sukcesy. Chcę, żeby klub odnosił sukcesy także po zakończeniu sezonu".
"Jeśli to będę ja, jeśli będzie to ktoś inny na tym etapie, nie mam na to wpływu. Zobaczymy, co się wydarzy".
"Jeśli coś się zmieniło, to znaczy, że coś jest nie tak. Nie można reagować pochopnie, niezależnie od tego, czy wszystko idzie świetnie, czy pojawiają się problemy, które trzeba rozwiązać. Liczy się stopniowy postęp".
Carrick został wybrany na tymczasowego menedżera na resztę sezonu po tym, jak United rozmawiał także z byłym trenerem Ole Gunnarem Solskjaerem oraz innym byłym napastnikiem klubu, Ruudem van Nistelrooyem, o objęciu tej funkcji.
Na Old Trafford, gdzie jako piłkarz przez 12 lat zdobywał Premier League i Ligę Mistrzów, Carrick przyznał, że cieszy się z tej szansy, zwłaszcza po zwolnieniu z drugoligowego Middlesbrough w zeszłym roku.
"Uwielbiam to, co robię. Jestem tutaj, wiesz" –powiedział.
"Czuję się tu jak w domu, ale doskonale rozumiem sytuację, więc nie daję się ponieść emocjom".
