Rosenior potwierdził dziś rano podczas konferencji prasowej w Strasburgu, że doszedł do porozumienia z Chelsea.
Po odejściu Enzo Mareski w zeszłym tygodniu, Nevin wskazał Roseniora jako idealną "marionetkę", która mogłaby współpracować z zarządem Chelsea.
W rozmowie z Tribalfootball.com Nevin szerzej wyjaśnił swoje słowa: "To, co powiedziałem, było bardzo precyzyjne. Dobieram słowa bardzo ostrożnie. Powiedziałem, że chcą kogoś, kto jest podatny na wpływy, kto będzie wykonywał ich polecenia w określonych obszarach, a ludzie mogą to nazwać marionetką".
"Nie powiedziałem, że on jest marionetką, powiedziałem, że ludzie mogą go tak nazwać. To dość subtelna różnica, ale wiesz, o co mi chodzi. Ale tak, dokładnie o to chodzi, choć nie dotyczy to tylko tego klubu".
Nevin kontynuował: "Spójrz na to, co dzieje się obecnie w Manchesterze United, gdzie Ruben Amorim mówił: 'Jestem menedżerem. Nie tylko trenerem, jestem menedżerem'. Wiele klubów już tego nie chce. Oni wyraźnie uważają, że różne działy w klubie, takie jak dział transferowy, dział analiz czy dział medyczny, powinny mieć równie dużo do powiedzenia. A większość menedżerów z najwyższej półki nie jest w stanie tego zaakceptować. Nie godzą się na to. Nie zamierzają tego tolerować".
Nevin rozumie frustrację menedżerów takich jak Amorim czy Maresca, gdy sprawy nie idą po ich myśli.
Dodał: "W Chelsea i kilku innych klubach istnieje obecnie duży problem. Chcą mieć kontrolę. Chcą, by menedżer był tarczą na krytykę, gdy coś pójdzie nie tak, nawet jeśli to nie jego wina. Nawet jeśli to wina ludzi z góry. Chcą, by to ludzie siedzący na ławce przyjmowali ciosy. A ci ludzie na ławce nie są głupi. Doskonale wiedzą, co się dzieje. Wiedzą, że to na nich spada krytyka, choć czasem, nie zawsze, ale czasem, to nie ich wina. I właśnie z takim dylematem muszą się teraz mierzyć".
