West Ham w sobotę stanął przed wyjątkowo trudną misją: tylko wygrana nad Liverpoolem na Anfield pozwoliłaby wygrzebać się ze strefy spadkowej. Gospodarze nie zamierzali tego ułatwiać, chcąc odrabiać dystans do ligowego podium.
Sprawdź szczegóły meczu Liverpool – West Ham United
Spotkanie rozpoczęło się świetnie dla gospodarzy, którzy z przewagi w rozegraniu uzyskali rzut rożny, a ten zapewnił prowadzenie. Po strąceniu piłki dopadł do niej Hugo Ekitike na granicy pola karnego i chytrym uderzeniem po ziemi zmieścił futbolówkę przy bliższym słupku.
Gospodarze utrzymywali kontrolę nad grą, długimi fragmentami spychając Londyńczyków do defensywy. Mecz wydawał się nieuchronnie zmierzać ku wygranej Liverpoolu mimo braku wielkich okazji. Potwierdził to w 24. minucie Virgil van Dijk – to on wyskoczył najlepiej do piłki słanej z rogu przez Szoboszlaia i wpakował piłkę do bramki.
Dopiero po półgodzinie rywale próbowali się odgryźć, ale strzał Summerville’a z 36. minuty był zablokowany, a najlepszą okazję stworzył… Alisson, gdy prawie asystował Jarrodowi Bowenowi. Gospodarze nie chcieli czekać na drugą połowę i przed przerwą docisnęli WHU: w 43. minucie Ekitike został zablokowany, za to sekundy później rzut rożny dał mu asystę: po wrzutce Salaha Francuz zgrał głową do Mac Allistera, a ten potężnie uderzył pod poprzeczkę na 3:0.
Arne Slot pewnie nastawiał się na kontrolę meczu, jednak goście mieli inne plany. Gdy defensywa Liverpoolu zaspała w 48. minucie, El Hadji Malick Diouf posłał piłkę przed bramkę między nogami rywala, a Tomas Soucek przeciął jej lot.
Nerwowa faza meczu nie dała jednak Londyńczykom drugiego, kontaktowego gola, a miejscowi zdołali oddalić zagrożenie na 20 minut przed końcem. Cody Gakpo chciał uderzyć nisko, ale rykoszet od obrońcy podciął piłkę i skierował ją do siatki przy dalszym słupku. West Ham jeszcze walczył, a w 75. minucie też wykorzystał rzut rożny – drugiego gola zdobył Taty Castellanos.
Ostatnie słowo w sobotę na Anfield należało jednak do Liverpoolu. Akcja z 83. minuty zakończyła się dośrodkowaniem Frimponga, które niefortunnie podbił Axel Disasi, pokonując swojego bramkarza. Więcej bramek nie padło, ale czy można narzekać po takim wyniku?

