Manchester City – Newcastle 2:1
Po efektownym zwycięstwie 6:1 nad Karabachem Newcastle chciał po raz pierwszy w tym sezonie wygrać czwarty mecz z rzędu, ale długa podróż do Azerbejdżanu wyraźnie odcisnęła piętno na drużynie. City od początku prezentowało się znakomicie – Omar Marmoush poprowadził piłkę do przodu i podał do O’Reilly'ego, który zignorował wychodzącego na pozycję Erlinga Haalanda i sam precyzyjnie uderzył przy słupku.
Goście jednak szybko odpowiedzieli i już po ośmiu minutach doprowadzili do remisu. Lewis Hall przejął piłkę od Jacoba Ramsey'ego po rzucie rożnym i mocnym strzałem z linii pola karnego, po niefortunnym rykoszecie od Rayana Ait-Nouri'ego, pokonał bezradnego Gianluigiego Donnarummę.
Newcastle cieszył się z wyrównania tylko przez pięć minut, bo City ponownie wyszło na prowadzenie za sprawą O’Reilly'ego, który wyskoczył do dośrodkowania Haalanda i głową skierował piłkę tuż przy słupku. Dan Burn miał pecha, bo tuż przed przerwą trafił do siatki, ale był na spalonym.
Nick Pope uratował swój zespół interwencją po strzale Antoine'a Semenyo, ale większość ataków przeprowadzał Manchester. Gospodarze bardzo dobrze się bronili i dopuścili rywala tylko do kilku strzałów z dystansu, a druga połowa nie przyniosła już tylu emocji co pierwsza.
Pope w końcówce jeszcze dwukrotnie świetnie obronił po strzałach Haalanda i Phila Fodena, ale jego koledzy nie zdołali już wyrównać i zdobyć punktu. Teraz pod presją jest Arsenal, który w niedzielę rozegra derbowe starcie z Tottenhamem. Jeśli nie wygra, City w przypadku zwycięstwa w zaległym meczu może awansować na pierwsze miejsce w tabeli.

Newcastle w ostatnich tygodniach prezentuje się lepiej, jednak wciąż nie udało mu się zrealizować swoich celów w Premier League i musi pokonać Everton, jeśli chce utrzymać się w walce o miejsca gwarantujące grę w europejskich pucharach.
