Bohaterem początku meczu był Maxence Lacroix, który bardzo precyzyjnym uderzeniem głową zamienił dośrodkowanie Brennana Johnsona z rzutu rożnego na bramkę, mimo że strzał oddawał z dość dalekiego dystansu jak na uderzenie głową, bo z ponad 10 metrów. Precyzja była jednak tak duża, że Senne Lammens skapitulował.
Francuski obrońca popełnił jednak fatalny błąd w drugiej części spotkania i w dużej mierze przyczynił się do porażki swojego zespołu. Sfaulował bowiem wbiegającego w pole karne Matheusa Cunhę poprzez ciągnięcie za jego koszulkę. Sędzia momentalnie odgwizdał karnego, ale podszedł do monitora oglądać całe zdarzenie. Okazało się jednak, że nie sprawdzał czy owy faul był, tylko jaką kartkę wlepić Lacroix. Ostatecznie padło na kartkę czerwoną, ponieważ Francuz przerwał rajd Brazylijczyka sam na sam.
Szybko po wyrównaniu Manchester United poszedł za ciosem i zaczął się regularnie pojawiać pod bramką Deana Hendersona. W efekcie w 65. minucie Bruno Fernandes dośrodkował idealnie na głowę Benjamina Sesko, a rosły Słoweniec zdobył swoją kolejną bramkę w ostatnich meczach, choć tym razem nie wchodził z ławki rezerwowych.
Tym samym gospodarze wykorzystali potknięcie Aston Villi, która w piątek niespodziewanie przegrała z Wolves i wskoczyli na trzecie miejsce w ligowej tabeli.
Trwa agonia Tottenhamu
Tottenham nie wykorzystał okazji, by uciec od West Hamu, który zajmuje pierwsze miejsce zagrożone spadkiem do Championship, przegrał z Fulham 1:2 i w efekcie wciąż wyprzedza Młoty zaledwie o cztery punkty, więc jest zaangażowany w walkę o utrzymanie w Premier League. To czwarta ligowa porażka Kogutów z rzędu.
Na Craven Cottage goście przegrywali już od siódmej minuty, gdy w polu karnym świetnie odnalazł się będący w kapitalnej formie w tym sezonie Harry Wilson i zapakował piłkę z całej siły do siatki. Jeszcze przed przerwą niesygnalizowanym uderzeniem popisał się Alex Iwobi, który w sytuacji, w której niewielu zawodników pokusiłoby się o strzał, znalazł idealnie dalszy słupek bramki i do przerwy mieliśmy 2:0 dla Fulham, a Tottenham nie miał wówczas na koncie żadnego celnego strzału.
W drugiej połowie Koguty zaprezentowały się nieco lepiej, ponieważ po wejściu Richarlisona doprowadziły za sprawą Brazylijczyka do stanu 1:2, ale patrząc na obraz całego spotkania goście nie zasłużyli dzisiaj nawet na jeden punkt.
W ostatnim z meczów rozpoczętych o godzinie 15 Brighton podejmowało u siebie Nottingham. Już po pierwszym kwadransie mieliśmy trzy bramki - strzelanie zaczął Diego Gomez, dla gości wyrównał Morgan Gibbs-White, a dwie minuty później wynik ustalił Danny Welbeck. Dokładnie, ustalił wynik, ponieważ od 16. minuty gole już nie padały, a Mewy wygrały 2:1.
