Jak wspomina pan swoje początki w Osasunie i pierwszy ligowy mecz na stadionie Realu Madryt, w którym dodatkowo zdobył pan bramkę?
"To było dla mnie coś bardzo wyjątkowego. Po raz pierwszy opuściłem dom i trafiłem do regionu, którego w ogóle nie znałem. Ówczesny trener Pedro Mari Zabalza tak bardzo mi ufał jako młodemu zawodnikowi, że dał mi szansę debiutu od razu na Bernabeu. Cała moja rodzina kibicuje Realowi. Gol i remis sprawiły, że był to świetny debiut. Bliscy mieli trochę problemów z kibicami wokół siebie, bo świętowali moją bramkę, ale byli ze mnie bardzo dumni".
W Osasunie spotkał pan polskiego napastnika Jana Urbana, który dziś prowadzi reprezentację Polski. Jaki był?
"Gdy przyszedł, był dość nieśmiały, ale dla mnie to najlepszy zagraniczny piłkarz, jaki grał w klubie. Na boisku zawsze walczył. Choć nie był złośliwy w fizycznych starciach, był niesamowicie twardy. Zderzenie z nim było jak uderzenie w ścianę. Miał też naturalny autorytet i świetnie się komunikował, więc w ogóle nie dziwi mnie jego obecna kariera trenerska".

Później przeszedł pan do Celty Vigo, gdzie grał pan u boku mistrza świata Mazinho i rosyjskiego rozgrywającego Aleksandra Mostovoja. Jak ich pan wspomina?
"Byli zupełnie różni. Od Mazinho biła skromność i ogromna pracowitość. Był pozytywnie zakręcony. Mostov miał taki charakter i talent, że dawał poczucie, iż wszystko się uda. Można mu było podać nawet bardzo trudną piłkę, a on zawsze sobie z nią radził".
W 1991 roku świętował pan gola przy chorągiewce w Stuttgarcie. Pana syn Mikel zrobił to samo na tym samym stadionie 33 lata później podczas Euro. Podobała się panu jego celebracja?
"Tak. Tę celebrację pokazywał już w Realu Sociedad i Osasunie, ale fakt, że zrobił to na tym samym stadionie, nadaje temu wyjątkowy charakter. Debiutował tam w reprezentacji i wtedy mówiłem mu, że kiedyś powinien tam też strzelić gola. W końcu mu się to udało. I to w tak ważnym meczu przeciwko Niemcom".
Kiedy po raz pierwszy pomyślał pan, że naprawdę może zostać profesjonalnym piłkarzem?
"W momencie, gdy Urban po raz pierwszy wystawił go w podstawowym składzie Osasuny. Wcześniej widziałem, że ma predyspozycje, ale potem trzeba się dostosować do presji, gry z profesjonalistami i zrozumieć, jak się zachowywać. Mikel miał ogromną przewagę, bo za wszelką cenę chciał zostać piłkarzem. Gdy jego koledzy w wieku 16 lat wychodzili wieczorem, on zostawał w domu, zdrowo się odżywiał i odpoczywał. Poświęcił na to młodość, ale dla niego to nie było poświęcenie".
Hipotetycznie, gdybyście obaj mieli teraz 30 lat i byli w najlepszej formie, kto byłby lepszy?
"Mikel. Mamy podobne cechy, ale on ma większy potencjał i talent. Fizycznie dzisiejszy futbol jest na zupełnie innym poziomie, piłkarze są atletami i mają wokół siebie sztab specjalistów. Rozumiemy grę podobnie, obaj mieliśmy dobre podanie i grę głową, ale on technicznie się rozwinął. Ważne jest, by syn zaszedł dalej niż ojciec. To znaczy, że coś zrobiło się dobrze".
Jak ocenia pan jego rozwój w Arsenalu pod wodzą trenera Artety?
"Widziałem ogromny postęp zarówno pod względem fizycznym, jak i taktycznym. Arteta to bardzo szczegółowy trener, który zwraca uwagę na wszystko. Angielska liga wymaga wielu fizycznych pojedynków, syn musiał nabrać siły. Taktycznie był świetnie przygotowany już w Hiszpanii. Arteta go znał i wiedział, że dostosuje się do jego stylu gry. Ich wizje futbolu są całkowicie zbieżne".
Poprzedni sezon był dla niego trudny z powodu kontuzji. Jak przeżywał pan jego powrót, który zakończył się wielkim triumfem z Hiszpanią na MŚ?
"To było dla niego niezwykle trudne, zwłaszcza psychicznie. Po operacji postawił sobie za cel zdążyć na najważniejszy moment sezonu reprezentacyjnego i osiągnął to dzięki ogromnej determinacji. Gdy potem strzelił decydujące gole przeciwko Portugalii i Belgii, to było niesamowite. Z Belgią to już była totalna euforia. Jako rodzina bardzo to przeżyliśmy na trybunach".
Selekcjoner Luis de la Fuente najczęściej korzystał z niego jako rezerwowego. Jak trudne jest dla piłkarza światowej klasy zaakceptować rolę zmiennika?
"Zawodnik, który nie potrafi tego zaakceptować, nie może odnieść sukcesu w kadrze. Wszyscy są przyzwyczajeni do gry w podstawowym składzie w swoich klubach. Przeciwko Portugalii i Belgii Mikel wszedł tylko na chwilę, ale pojawił się na boisku z nastawieniem lidera. Chciał zostawić ślad w meczu. Wchodząc z ławki, trzeba dać drużynie dokładnie to, czego w danym momencie potrzebuje".
Czego oczekuje pan po jego obecnym sezonie w Arsenalu?
"Uważam, że jest właśnie w najlepszym momencie kariery. Ma 30 lat, doświadczenie, rozumie piłkę i jest przygotowany fizycznie. Wyzwanie stanowi ogromna konkurencja w środku pola. O miejsce walczy z Declanem Rice'em, Martinem Odegaardem, a zazwyczaj z Kaiem Havertzem.. Sezon jest jednak długi. Musi dalej ciężko pracować i przede wszystkim unikać kontuzji".
