Manchester United - Manchester City (sobota, 13:30)
Michael Carrick wraca na ratunek Manchesterowi United, ale zadanie na sam start nowej kadencji jako trenera Czerwonych Diabłów wylosowało mu się z gatunku tych najcięższych. Wystarczy napisać, że klub z czerwonej części Manchesteru zagra w tym sezonie zaledwie 40 meczów - 38 w lidze oraz po jednym w Carabao Cup i Pucharze Anglii, a mimo to debiut Carricka przypada akurat na mecz derbowy z Manchesterem City.
W dodatku u siebie, czyli oczywiście oczekiwania są wtedy dużo większe. Żaden kibic nie wyobraża sobie, by jego klub mógł przegrać na własnym obiekcie z derbowymi rywalami, ale w tym przypadku prawdopodobieństwo takiej porażki jest naprawdę spore.
United są w po zwolnieniu menedżera i w trakcie serii czterech meczów bez zwycięstwa. Ich rywale mają co prawda kiepską formę w Premier League, bo w lidze zanotowali trzy remisy z rzędu, ale już w dwóch meczach poprzedzających derbowe starcie wygrali 10:1 z Exeter i 2:0 Newcastle w krajowych pucharach. Czerwone Diabły są więc skazane na pożarcie. Czy przyjście Carricka oszuka przeznaczenie?
Senegal – Maroko (niedziela, 20:00)
W pierwszej 20 rankingu FIFA są tylko dwie reprezentacje z Afryki i właśnie one dotarły do finału Pucharu Narodów Afryki. Przewidywalnie, prawda? Jeśli ktoś nie śledził poprzednich spotkań, z pewnością właśnie tak by typował. Jednak w fazie pucharowej Senegal i Maroko po dwa razy notowały wyniki 1:0, z czego gospodarze półfinał rozstrzygnęli dopiero w dogrywce. Było ciasno, bywało nerwowo i niepewnie, a jak będzie w wielkim finale?

Na pewno wiemy, że trybuny w Rabacie będą jednoznacznie wspierać gospodarzy PNA, którzy chcą sięgnąć po pierwszy triumf od półwiecza (1976). Senegal także poluje na swój drugi tytuł, lecz wspomnienia z ostatniego zwycięstwa mają znacznie świeższe (2021). Docierali zresztą do finału w trzech z czterech ostatnich edycji, a w całym tegorocznym turnieju stracili raptem dwa gole! Tylko jedna drużyna wypada lepiej – to właśnie Maroko, które dotarło do finału z jedną straconą bramką, dopuszczając rywali do zaledwie pięciu celnych strzałów.
Wśród stereotypów o afrykańskiej piłce – z którymi tamtejszy futbol od lat walczy – próżno szukać tego o żelaznej defensywie. A jednak Maroko i Senegal znalazły sposób na zneutralizowanie wszystkich dotychczasowych rywali. Kto więc przechyli szalę? Błysk jednej z gwiazd może przesądzić o tytule. Sadio Mane ratował już Senegal w meczu z DRK, był kluczowy dla odwrócenia wyniku z Sudanem i pogrążył Egipt w półfinale. Z kolei Brahim Diaz tylko w jednym meczu nie zdobył dotąd gola. A może – jak na otwarcie turnieju – doczekamy się kolejnego akrobatycznego trafienia Ayouba El Kaabiego?
Real Sociedad – FC Barcelona (niedziela, 21:00)
W ostatnich sezonach po dwóch porażkach Sociedadu z Barceloną przychodziło zwycięstwo Basków. Jeśli ten trend ma się utrzymać, czeka nas sensacyjne rozstrzygnięcie, które może tchnąć nową nadzieję w pogrążony w kryzysie Real Madryt. Real z San Sebastian też przechodzi bardzo trudny okres – z kandydata do regularnej gry w czołowych rozgrywkach Europy stali się kandydatem do walki o utrzymanie, wygrywając tylko jeden z pięciu ostatnich meczów.
W dodatku w tygodniu rozegrali bardzo trudny pojedynek z Osasuną w Copa del Rey, rozstrzygnięty dopiero w dogrywce. „Duma Katalonii” przeszła przez swój pucharowy test suchą stopą, za to grała dwa dni później od Sociedadu i czasu na regenerację było mniej.
To oczywiście nie zmienia faktu, że Barca jest zdecydowanym faworytem starcia na Anoeta, typowanym do dwunastego zwycięstwa z rzędu we wszystkich rozgrywkach. Oczekiwania są spore, tym ciekawiej będzie oglądać, jak dźwignie je lider LaLiga.
