Po kolejnym niepowodzeniu Tottenham ma zaledwie osiem punktów przewagi nad strefą spadkową, dlatego coraz częściej mówi się, że zarząd klubu może stracić cierpliwość do obecnego sztabu szkoleniowego.
Frank przedłużył swoją przygodę ze Spurs dzięki zwycięstwu nad Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów. Jednak ten triumf nad Borussią pozostaje jedyną wygraną Kogutów w siedmiu meczach w 2026 roku.
Tottenham uratował remis 2:2 na stadionie Turf Moor dzięki kolejnemu późnemu trafieniu Cristiana Romero. Nic dziwnego, że przyszłość Franka wciąż pozostaje niepewna.
Kibice domagają się bardziej zdecydowanego i szybszego rozwiązania tej sytuacji. Ci, którzy byli obecni w sektorze gości w Burnley, wielokrotnie dawali to do zrozumienia. Głośno skandowali nazwisko byłego trenera Pochettino, co tylko podkreśla presję, pod jaką obecnie znajduje się Frank.
Pochettino obecnie prowadzi reprezentację Stanów Zjednoczonych. Gdyby był gotów wrócić, byłby jednym z kandydatów do objęcia zespołu. Taki ruch jest jednak niemal na pewno nierealny przynajmniej do końca zbliżających się mistrzostw świata. Argentyńczyk w przeszłości doprowadził Spurs do finału Ligi Mistrzów, co jest osiągnięciem, które dla obecnego Tottenhamu wydaje się trudne do wyobrażenia.
Dyrektor generalny klubu Vinai Venkatesham nadal wspiera Franka. Po meczu z Burnley Frank tłumaczył, że jego drużyna miała pecha. Spurs utrzymywali się przy piłce przez 63% czasu i oddali 11 strzałów na bramkę.
Jeśli Frank miałby odejść, zarząd klubu chce mieć jasny plan dotyczący jego następcy. Według źródeł angielskiej redakcji Flashscore przedstawiciele Spurs już zaczęli analizować potencjalnych trenerów na przyszłość, wśród których znajduje się także Xavi Hernandez.

